sobota, 4 maja 2019

Po prostu - sweter

Uwielbiam tweed. Mam w swoich zbiorach jeszcze kilka kolorów, które na mnie czekają, więc jeszcze nie jeden zrobię, a w szafie też już parę jest. Tym razem brąz, bo taki mi był potrzebny - mam piękne buty w takim właśnie kolorze :)



Sweter był robiony z przygodami, bo najpierw zaczęłam od góry, ale po skończeniu prawie całego stwierdziłam, że mi coś jednak nie pasuje. Zamknęłam już nawet oczka na dole, rękawów tylko brakowało. Skłoniło mnie to do nakręcenia filmiku o pruciu, które pozwala uniknąć prucia całości - możecie zobaczyć go TUTAJ. Przerobiłam go i jest dokładnie taki, jaki planowałam. Po prostu - sweter. Bez bajerów, taki zwyczajny, jak lubię.

Jego jedyną ozdobą (?) jest troszkę inaczej robiony ściągacz, identyczny na dole korpusu i rękawów. Linia raglanu jest na 10 oczek. I tyle! Zwyczajny sweter. Po prostu.



środa, 1 maja 2019

Bretania cz. 2

Niedługo wybieram się w kolejną małą podróż do Francji, a zdałam sobie sprawę, że nie dokończyłam opisu poprzedniego wyjazdu. A wiele szczegółów mi umyka z czasem. Dlatego żeby mieć pamiątkę opisuję, a może i komuś to chwilkę umili :) Szczególnie, że długo wyczekiwany przez wiele osób długi weekend nie rozpieszcza pogodą.

W Nantes zatrzymałyśmy się u Rysia, znajomego Joli, który mieszka tam od wielu lat, jest artystą plastykiem i przede wszystkim bardzo miłym i otwartym człowiekiem. Jego żona Helene jest Francuzką i jak się okazało również robi na drutach. Pokazała mi przepiękny sweter, który zrobiła, a ja ofiarowałam jej moteczek na szal, który całkiem przypadkiem miałam ze sobą :) Moteczek, nie szal. Podjęła nas przepysznym deserem, jednym z najlepszych jakie jadłam, a i wyglądał znakomicie!


W czwartek rano zabrali nas na targ do Nantes. Można tam oszaleć! Ten targ jest tylko raz w tygodniu, ściąga wielu lokalnych producentów i każdy, kto lubi gotować, albo chociaż jeść znajdzie tam wiele wspaniałości. Zaczynając od warzyw, przez smakowicie wyglądające sery, wędliny, ryby i owoce morza, pieczywo, ciasta, a na winach kończąc. Włóczki też były, ale akurat takie sobie, no ale ja jestem wybredna bardzo :) Zdjęć dużo, ale to wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie!









Wśród różnych zakupów na obiad i kolację, było oczywiście wino. Sprzedawane z wozu na kółkach, regionalne, bez chemii - "sans sulfates", z winogron ręcznie zbieranych itd, długo by wymieniać zalety. Helene długo rozmawiała z bardzo miłym sprzedającym, który tłumaczył jej niuanse smakowe swoich produktów. Dużo miałam uciechy słuchając tej rozmowy, większość zrozumiałam, nic nie powtórzę, bo to zbyt subtelne jak dla mnie było. Ale wino wybrałam. Miało ładną etykietkę i cenę jeszcze do przełknięcia, biorąc pod uwagę okazję.


Helene kupiła także ryby, świeże szprotki i sporego morszczuka. Jak się okazało morszczuk był zestresowany, bo łapany w sieć, a to ma rzekomo wpływ na mięso... Przyszło by komuś pytać w jaki sposób była złowiona ryba? Takie właśnie Francuzów rozmowy w dzień targowy. Fantastyczne!

Kolacja była przepyszna - morszczuk w sosie maślanym, do tego sałata, młode ziemniaczki albo ryż. No i wino! Okazało się znakomite! Bardzo delikatne, nigdy takiego nie piłam, warto było zdecydowanie je kupić, żeby spróbować i tęsknić za jego smakiem.

Jak się okazuje jedną z większych atrakcji w Nantes są Les Machines d'ile. To niezwykłe konstrukcje mechaniczne przedstawiające różne zwierzęta. Przyciągają turystów, a mi przypominały machiny z filmu "Bardzo dziki zachód". Udało nam się kupić bilety na przejażdżkę na wielkim słoniu. Czułam się trochę jak małe dziecko, choć prawdę mówiąc słoń jest dużo ciekawszy do oglądania z boku, kiedy majestatycznie przechadza się po placu. Więcej o tych maszynach można poczytać i zobaczyć zdjęcia TUTAJ.


O samym Nantes wiele powiedzieć nie mogę. Miasto ładne, przestronne, z piękną katedrą i zamkiem. Niestety troszkę się deszcz rozpadał i pokrzyżował nam plany związane ze zwiedzaniem.







Kolejny dzień to dalsza podróż. Po drodze znowu zameczki w małych miasteczkach. Powoli się do nich przyzwyczajamy, że tak powiem i już nie stajemy przy każdym, bo czas się kurczy. Na dłużej zatrzymujemy się w Carnac, jednym z najbardziej znanych w Bretanii miejsc, dzięki menhirom czyli kamiennym blokom zgromadzonym tam w niezwykłej ilości kilku tysięcy. Ich pochodzenie jest źródłem wielu teorii, mają kilka tysięcy lat i warto o nich poczytać, choćby w internecie. Mnie to miejsce zaciekawiło, ale nie zachwyciło. Widocznie megality nie są moją pasją. Warto jednak było zobaczyć :)



A resztę opiszę jeszcze w kolejnym poście :)

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Tygrysek, Pszczółka?

Piękna wiosenna pogoda skłoniła nas do długiego spaceru i zrobienia zdjęć mojego nowego swetra. Nie jest to dzieło sztuki dziewiarskiej, bo to prosty sweter robiony od góry, ale, ale...
Zdjęć jest dużo, bo nie mogłam się zdecydować, które wyrzucić i w końcu stwierdziłam, a co tam, w końcu to mój blog i mogę zamieszczać tyle zdjęć, ile mi się podoba! Ale o co chodzi? No więc chodzi o to, że to sweter zrobiony z farbowanej przeze mnie włóczki! Pierwszy raz to robiłam i nie mam zamiaru udawać i się krygować - bardzo mi się podoba. Chciałam właśnie takie połączenie kolorystyczne, bo takiej włóczki nigdzie nie widziałam. No i sobie ją zrobiłam! Tadam!


Włóczkę farbowałam w dwóch partiach, dokładnie tymi samymi farbami (zostało mi w słoiczku z pierwszego farbowania), ale druga partia wyszła mi mniej szara, a bardziej granatowa. Ponieważ dopiero zaczęłam zgłębiać tajniki, to dokładnie nie wiem, co było przyczyną. Podejrzewam inne zakwaszenie wody.



Obie mi się jednak podobają bardzo, zmieszałam je, zmieniając nitkę sposobem, który pokazałam na jednym z moich filmików KLIK

Kiedy włóczka jest tak mocno kontrastowa, żeby nie powiedzieć pstrokata, to nie lubię już żadnych udziwnień, wzorów itd. Musi być prosto! Samo połączenie kolorystyczne bardzo, bardzo lubię i kilka razy już je wykorzystywałam, chociażby w tym dawno zrobionym swetrze KLIK, czy chuście, którą noszę bardzo często i chętnie KLIK. W swetrze zrobiłam jak zwykle markowane szwy i troszkę inne modelowanie linii raglanu, co widać na jednym ze zdjęć poniżej. Część włóczki miała specjalnie więcej koloru ciemnego, żeby na dole korpusu i rękawów było ciemniej. Udało się zrobić tak, jak zamierzałam :)







A poza tym, że robiliśmy zdjęcia mojego swetra, to oczywiście rozkoszowaliśmy się lasem, pełnymi wody strumieniami - śnieg w górach topi się. Widać już rowerzystów, sporo osób biega. Ja też muszę się wziąć za poprawę swojej formy. Trzeba korzystać z możliwości, jakie mam na wyciągnięcie ręki.





Wracając do swetra, sprawdza się zarówno w warunkach górskich, jak i w mieście. Mam pasujące do niego idealnie korale - czy pisałam, że lubię to zestawienie? :)



Trafia na półkę ulubionych!




niedziela, 31 marca 2019

Ryżowe Pole w lesie

Wiosna bardzo powoli nadchodzi w tym roku, w każdym razie w górach. Śnieg jeszcze jest, na nartach można jeździć, ale troszkę niżej w lesie pierwsze symptomy nowej pory roku widać. Ja także myślę o cieplejszych dniach, w tym lżejszych dzianinach, chociaż ciepłe swetry robię niezależnie od temperatury w gruncie rzeczy. Niedawno Dorota Knitolog opublikowała wzór swetra z gatunku piórkowych, koleżanki zrobiły, zrobiłam i ja. Nie miałam większego problemu z wyborem włóczki, bo czekał na swój czas moherek farbowany przez Joannę Pers, której marka to Zapach Trzcin. Kolor włóczki mnie urzekł od pierwszego wejrzenia, bo bardzo przypominał mi jeden z ulubionych kolorów z Malabrigo, czyli Vaa. 



Dane techniczne:
Wzór - Rice Field, do kupienia na Ravelry
Włóczka - moher z jedwabiem z Zapach Trzcin, na razie można ją kupić na fejsie TUTAJ
Druty - HiyaHiya w rozmiarze 3 - w przepisie są 3,5 i 4, ale ja nie chciałam mieć mniej "ażurową" dzianinę.

Powiem szczerze, że choć włóczka ma przepiękny kolor, to jednak jedna rzecz mi się nie spodobała.. Żałuję, że nie przerabiałam jej z dodatkiem jakiegoś cieniutkiego, ciemnego dodatku, bo nie podoba mi się jak gotowy wyrób wygląda noszony bez ciemnego podkładu w postaci bluzki z długim rękawem. Podobną sytuację już miałam, kiedy robiłam z moheru od Martin's Lab. W motku przepiękna, spełnienie moich marzeń, a na próbce już nie do końca. Wtedy dodałam nitkę merino i było ok. Nie wyciągnęłam wniosków. Chodzi o to, że jaśniejsze miejsca, odznaczają się dając takie jakby prześwity i nie wygląda to dobrze. W każdym razie mi się nie podoba. Widać to na poniższym zdjęciu przy mankiecie, bo bluzka pod spodem ma rękawy nieco krótsze od sweterka. Kiepsko to wygląda np. na dekolcie czy ramionach, bo ciemniejsze fragmenty robią wrażenie plam. Dobrze jednak, że znalazłam na nią sposób, bo żeby było jasne - zarówno włóczka, jak i wzór mi się podobają! Jedno i drugie polecam :)


Miałam nawet zamiar spruć całość i przerobić jeszcze raz z dodatkiem nitki, ale na razie postanowiłam nosić właśnie z ciemnym tłem, bo wygląda tak dobrze. Nie jestem też przekonana, czy ten fason swetra jest dla mnie najodpowiedniejszy. Ale tak bardzo mi się podobał na koleżankach... Jednak nie zawsze to, co na innych jest super, jest dobre dla mnie. Niby oczywiste, a jednak. Bluzeczka prosta bardzo do wykonania, a efektowna. Kolor trudny do uchwycenia, bo to taki ciemny granat z zielenią i niebieskim. I jasną chwilami nitką jedwabiu.

Podzielę się jeszcze zdjęciami z okolicy. Powiem szczerze, że dużo radości dają mi spacery do lasu, który jest ode mnie kilkaset metrów. Mam nadzieję, że dzięki tym zdjęciom poczujecie choć troszkę jego atmosferę. A koziołki spotykam ciągle w tym samym miejscu, chyba się zaprzyjaźnimy :)








Pamiętajcie, że ja wynajmuję w Szklarskiej Porębie pokoje, więc jakby co... :)

środa, 27 lutego 2019

Czapka na narty

Od dwóch miesięcy jestem w Szklarskiej Porębie, ale głównie pracuję i nie miałam do tej pory możliwości skorzystania z uroków zimy. Z zazdrością obserwuję narciarzy, chętnie doradzam gościom, gdzie się wybrać, ale sama po prostu nie miałam czasu na przyjemności. Nie jest to narzekanie, bo to mój wybór :) Ale skończyły się ferie, troszkę luzu się zrobiło i w końcu wybrałam się na narty. Na biegówki, bo uwielbiam. Jeśli chodzi o styl jazdy - to raczej brak mi umiejętności, ale zapał jest i przyjemność. A to najważniejsze! Natomiast styl jakiś musi być, więc się wystroiłam w czapkę zrobioną ze dwa lata temu, a noszoną jakoś mało, nie wiem dlaczego. Miałam do niej doszyć czarny pompon i tak jakoś o niej zapomniałam.




Wzór jest z któregoś magazynu FAM Lang Yarns, włóczka to albo Merino Plus, albo Merino 70 też od Lang Yarns. Jako że to 100% merynosa, sprawdza się w takiej sytuacji doskonale!

W ekwipunku znalazły się chusteczki do nosa, też stylowe :) Od Basi, dziękuję!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz Aniversario audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret biżuteria Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho Bretania Candombe cascade yarns champagne chevron chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir Impressionist Sky islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos Marte Matisse Blue mechita merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro Ochre organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Persia Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata piórkowy sweter Playa podróże powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach Sock soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki Storm street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie Turner tutorial tweed Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Whales Road Wilno włóczka na szal włóczka ręcznie farbowana wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie Zapach Trzcin ZickZack zitron

Translate