Włóczek mam sporo i pochowane są generalnie przed ludzkim wzrokiem, żeby moje zbiory nie wpływały na czyjąś opinię o mnie - w sensie, że wariatka :) Ale wiadomo, że pod ręką trzeba coś mieć zawsze i to na różne okazje. Robótki telewizyjne, relaksacyjne, ćwiczeniowe, wymagające skupienia i takie, które się robi... no nie wiadomo po co. Dla przerobienia oczek. Ja tak mam. Żeby były blisko, ale nie w strasznym bałaganie zrobiłam sobie takie coś. Nie wiem jak to nazwać.
Nie chciałam stawiać w pokoju kartonowych, a tym bardziej plastikowych pudeł. Pomyślałam sobie, że właściwie dlaczego nie poćwiczyć przy okazji różnych ściegów szydełkowych, stąd dość nieregularny kształt mojego "kosza-nie-kosza".
Podoba mi się w nim to, że mimo sporych rozmiarów, mogę go chwycić jak torbę i przenieść szybko w dowolne miejsce. Jest naprawdę pojemny, choć na potrzeby zdjęć go troszkę opróżniłam.
Zrobiłam go z bawełnianego sznurka w dwóch kolorach zgniłej zieleni na grubym szydełku, którego rozmiaru nie znam, ale na oko 8, a może 9. Bardzo mi się to podobało, więc może skuszę się na jakieś kolejne robótki tego typu. Zamiast ćwiczyć szydełkowe oczka, zrobię coś porządniejszego :)