"Szaro wszędzie, buro wszędzie, co to będzie, co to będzie...". Szary, popielaty, czarny. No jeszcze zielony przecież. Ale fiolet? Ale róż? Nie, to nie są kolory, które określam jako "moje". Aż tu nagle:
Nie mogłam się powstrzymać przed tą feerią barw. Inspiracją był motek, a dokładniej dwa motki włóczki Fantastico. Już go zresztą zapowiadałam dwa posty temu i żaliłam się, że go pruć musiałam. Noszę go chętnie od kilku tygodni. Był już ze mną, albo na mnie, w pracy, na imprezie, na spacerze, na wczorajszym spotkaniu dziewiarek. Sprawdził się we wszystkich okolicznościach znakomicie. Jest leciutki, ale ciepły, nie gryzie :) Polubiliśmy się.
Dane techniczne:
2 motki Fantastico od Mondiala,
2 motki i ciut z trzeciego mohairu Extra Klasse od Pana Zitrona :) Z tego trzeciego to naprawdę było ciut, a tego nie lubię, bo mi prawie cały został i coś teraz muszę wymyślić. Bardzo lubię tę włóczkę, więc nie powiem, żeby to był problem.
Druty HH 3,25 i 3,75
Sweter robiony w całości, od dołu. Pomysł z głowy.
Wykorzystując piękną pogodę chciałam zrobić zdjęcia jeszcze czterech innych sweterków, które nie doczekały się jakoś zdjęć, zapakowałam je nawet do torby, ale... torbę zostawiłam w domu. Tak się spieszyłam, żeby się nacieszyć resztkami jesieni. Mam nadzieję, że mieliście równie miłą niedzielę jak ja :)



