piątek, 31 maja 2019

Malabrigo Cereza

Jest taki sweter, do którego mam stosunek szczególny. Robiłam go w chwilach bardzo trudnych i długo, bo ponad dwa lata leżał i czekał, aż będę w stanie go na siebie ubrać. Muszę powiedzieć, że jakkolwiek banalnie to zabrzmi (nic, co minęło się nie powtórzy), przywołuje chwile, które już nie wrócą i jest dla mnie zupełnie inny od pozostałych. Kiedy go widzę, w mojej głowie wracają obrazy, choć są bolesne, nie ranią, przypominają o sobie, ale ja o nich nigdy nie zapomniałam. Są częścią mnie i są ważne. Bardzo to chyba pompatyczne, ale piszę, co czuję, bo czemu nie.


Ciekawa jestem, czy tylko ja tak mam, że rzeczy, które zrobię przywołują konkretne emocje. Są takie, które kojarzą się dobrze i nawet jeśli nie są idealne, to i tak je lubię. Są też takie, które obiektywnie udane, leżą na półce, bo z różnych powodów sentymentalnych sięgam po nie z niechęcią. Ten sweter jest dla mnie wyjątkowy.

Jest też szczególny, bo to w całości mój projekt, chociaż zapewne wiele podobnych wzorów już wymyślono. To tylko oczka prawe i lewe. Chwilami zastanawiam się nad spisaniem go, ale to by wymagało jednak zrobienia go od początku, bo notatek oczywiście nie robiłam. Choć początkowo miałam taki zamiar, to ówczesna sytuacja zewnętrzna mnie przerosła. Może, ale na razie brak mi jakoś motywacji.


Udało mi się uzyskać dokładnie taki efekt jaki chciałam pod pachą. I z tego jestem dumna!


Poza tym jest moim zdaniem po prostu bardzo ładny. Od pierwszego spojrzenia urzekł mnie kolor Cereza z Sock Malabrigo, podzieliłyśmy się swego czasu z Dorotką jedną paczką :), bo na sweterek z rękawem 3/4, a może 7/8 (who knows?) zużyłam 2,5 motka. Teraz jest u mnie na półce w sklepie, więc proszę bardzo KLIK.
Robiłam na drutach HH 2,75 albo 3. Oczywiście nie pamiętam, ale tę włóczkę na takich właśnie zazwyczaj przerabiam.


Zdjęcie powyżej pokazuje, że taki fason z jednej strony przez linie pod biustem optycznie wyszczupla, z drugiej jednak bezlitośnie podkreśli boczki i fałdki. Dobrze, że sama sobie zdjęcia robiłam, to pilnowałam się, żeby nie było ich widać. Jakoś za nimi u siebie nie przepadam :) Sweter robiłam, kiedy byłam szczuplejsza 😜, ale że trochę poleżał... Mam teraz tym większą motywację, by korzystać z uroków okolicy i chodzić na długie spacery, jeździć na rowerze, a może nawet wrócić do biegania, które mnie jakoś odrzuca ostatnimi czasy. W każdym razie możliwości są, trzeba więcej samozaparcia. Na razie rzuciłam jedzenie chleba, który po prostu pochłaniałam, od kiedy jestem w Szklarskiej Porębie, bo mamy tutaj wspaniałą piekarnię. Kto u mnie był, ten wie :)

Bardzo dziękuję za wszelkie miłe słowa i życzenia pod moim adresem, w związku z uruchomieniem sklepu. Nudy nie ma, a tu jeszcze za chwilę wakacje, więc i Pod Modrzewiem będzie więcej pracy. I o to chodzi, i o to chodzi! Jak ja to lubię! ❤

sobota, 25 maja 2019

Sklep Makunki

Tytuł postu mówi sam za siebie! Dwa dni temu uruchomiłam swój sklep, a raczej sklepik internetowy. Przygotowania trwały trochę czasu, ale w końcu się udało. Nie ma w nim jeszcze zbyt szerokiego asortymentu, zaczęłam od produktów, które są dla mnie pewniakami. Wiem, że są dobre, mogę je z ręką na sercu rekomendować. Każdy produkt przetestowałam, znam i spokojnie polecam. Kto zna mój blog i mnie, ten wie z jakich włóczek robię najchętniej, jakich drutów używam itd. Mam zamiar oczywiście ofertę poszerzać, szukam, sprawdzam, zastanawiam się. Nigdy nie umiałam polecać rzeczy, do których nie mam przekonania i chcę, żeby tak pozostało. 

Dzisiaj z tym większą przyjemnością chwalę się swetrem, że jeśli moja wersja się komuś spodoba, to mogę zaproponować na nią włóczkę w MOIM SKLEPIE! Jak to brzmi! Sweter czekał na pokazanie go światu pięć miesięcy. Najpierw jakoś nie było okazji, choć mignął chyba w filmie na YT. Później pomyślałam, że będzie właśnie dobry na otwarcie sklepu, bo decyzja dojrzewała:) 


Dane techniczne:
Wzór to Spector Joji Locatelli, można go kupić na Raverly
Do zrobienia potrzebne są cztery kolory, które mają między sobą przechodzić, tworząc popularny obecnie efekt "fade". Ja wybrałam Mechitę Malabrigo w kolorach Arequita, Hojas, Teal Feather i Azul Profundo. Najmniej jak widać zużyłam granatu, bo prawdę mówiąc nie śledziłam dokładnie wzoru i robiłam trochę po swojemu.
Druty HH rozmiar 2,75. Albo 3. Jak zwykle nie pamiętam...

Wzór doskonale rozpisany, nie miałam żadnych problemów i myślę, że jeszcze jeden zrobię sobie z farbowanej przeze mnie włóczki. Ten temat też mnie wciągnął, ale na wszystko trzeba czasu trochę mieć, niestety. 


Powiem szczerze, że przy tworzeniu sklepu sporo czasu poświęciłam na robienie włóczkom zdjęć. Specyfika ręcznie farbowanych włóczek, a do takich przecież należy Malabrigo, jest taka, że one w różnym świetle potrafią wyglądać kompletnie inaczej. Do tego dochodzi jeszcze obraz na monitorze, który też się różni. Ciągle byłam niezadowolona, starałam się, ciągle zmieniałam, aż w końcu doszłam do wniosku, że nie ma sensu skupianie się na szczegółach, bo i tak między partiami się te włóczki różnią i taka już ich uroda :) Dzisiejsze zdjęcia też pokazują, że wystarczy zmiana oświetlenia, by podkręcić kolory!


Jeśli chodzi o włóczkę, to robiłam z niej już swetry, które możecie zobaczyć TU i TU. Uwielbiam ją przede wszystkim za to, jak pięknie jest nasycona barwą, która jest głęboka i aż się mieni. Jest to włóczka typu singiel, nie jest mocno skręcona, więc ma pewne tendencje do mechacenia się. Zwracam jednak uwagę, że ja zarówno w tym, jak i w pozostałych swetrach chodzę, używam ich normalnie, od czasu do czasu zmechacenia ściągam, uznając, że to po prostu normalne. No i nie jest to sweter, w którym sprzątam :)


Sklep mój choć powstaje z pasji nie jest jednak zabawą. To praca, ale taka, jaką lubię. Sporo jej  nie zawsze to jest tylko przyjemność, jak niektórym się może wydawać. Jeśli kochasz książki, nie musisz zakładać księgarni, a jeśli ciasta, to cukierni itd. Ale możesz. Brakuje mi kontaktu z osobami, które tak jak ja robią na drutach czy szydełku i prędzej kupią piękną włóczkę, niż nową sukienkę :) Doskonale wiecie, że przez 5 lat prowadziłam sklep e-dziewiarki  i właśnie te kontakty były dla mnie najważniejsze. Jestem człowiekiem, jak każdy mam lepsze i gorsze dni.  Moi czytelnicy wiedzą także o tych złych i jest dla mnie bardzo ważne, że w tych trudnych sytuacjach dostawałam od Was wsparcie. Dzieliłam się też z Wami radościami. Różnie mnie ludzie odbierają, szczególnie Ci, co mnie nie znają. Mam  nadzieję, że Wy mnie znacie i będziecie trzymać kciuki. 

Planuję organizację warsztatów i spotkań dla dziewiarek, żeby zobaczyć się z Wami u mnie. Oczywiście w Szklarskiej Porębie. Gościłam tu już zresztą kilka z Was, co mnie zawsze cieszy! Muszę tylko chwilkę się ogarnąć ze wszystkim, bo to kolejna rewolucja!

sobota, 4 maja 2019

Po prostu - sweter

Uwielbiam tweed. Mam w swoich zbiorach jeszcze kilka kolorów, które na mnie czekają, więc jeszcze nie jeden zrobię, a w szafie też już parę jest. Tym razem brąz, bo taki mi był potrzebny - mam piękne buty w takim właśnie kolorze :)



Sweter był robiony z przygodami, bo najpierw zaczęłam od góry, ale po skończeniu prawie całego stwierdziłam, że mi coś jednak nie pasuje. Zamknęłam już nawet oczka na dole, rękawów tylko brakowało. Skłoniło mnie to do nakręcenia filmiku o pruciu, które pozwala uniknąć prucia całości - możecie zobaczyć go TUTAJ. Przerobiłam go i jest dokładnie taki, jaki planowałam. Po prostu - sweter. Bez bajerów, taki zwyczajny, jak lubię.

Jego jedyną ozdobą (?) jest troszkę inaczej robiony ściągacz, identyczny na dole korpusu i rękawów. Linia raglanu jest na 10 oczek. I tyle! Zwyczajny sweter. Po prostu.



środa, 1 maja 2019

Bretania cz. 2

Niedługo wybieram się w kolejną małą podróż do Francji, a zdałam sobie sprawę, że nie dokończyłam opisu poprzedniego wyjazdu. A wiele szczegółów mi umyka z czasem. Dlatego żeby mieć pamiątkę opisuję, a może i komuś to chwilkę umili :) Szczególnie, że długo wyczekiwany przez wiele osób długi weekend nie rozpieszcza pogodą.

W Nantes zatrzymałyśmy się u Rysia, znajomego Joli, który mieszka tam od wielu lat, jest artystą plastykiem i przede wszystkim bardzo miłym i otwartym człowiekiem. Jego żona Helene jest Francuzką i jak się okazało również robi na drutach. Pokazała mi przepiękny sweter, który zrobiła, a ja ofiarowałam jej moteczek na szal, który całkiem przypadkiem miałam ze sobą :) Moteczek, nie szal. Podjęła nas przepysznym deserem, jednym z najlepszych jakie jadłam, a i wyglądał znakomicie!


W czwartek rano zabrali nas na targ do Nantes. Można tam oszaleć! Ten targ jest tylko raz w tygodniu, ściąga wielu lokalnych producentów i każdy, kto lubi gotować, albo chociaż jeść znajdzie tam wiele wspaniałości. Zaczynając od warzyw, przez smakowicie wyglądające sery, wędliny, ryby i owoce morza, pieczywo, ciasta, a na winach kończąc. Włóczki też były, ale akurat takie sobie, no ale ja jestem wybredna bardzo :) Zdjęć dużo, ale to wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie!









Wśród różnych zakupów na obiad i kolację, było oczywiście wino. Sprzedawane z wozu na kółkach, regionalne, bez chemii - "sans sulfates", z winogron ręcznie zbieranych itd, długo by wymieniać zalety. Helene długo rozmawiała z bardzo miłym sprzedającym, który tłumaczył jej niuanse smakowe swoich produktów. Dużo miałam uciechy słuchając tej rozmowy, większość zrozumiałam, nic nie powtórzę, bo to zbyt subtelne jak dla mnie było. Ale wino wybrałam. Miało ładną etykietkę i cenę jeszcze do przełknięcia, biorąc pod uwagę okazję.


Helene kupiła także ryby, świeże szprotki i sporego morszczuka. Jak się okazało morszczuk był zestresowany, bo łapany w sieć, a to ma rzekomo wpływ na mięso... Przyszło by komuś pytać w jaki sposób była złowiona ryba? Takie właśnie Francuzów rozmowy w dzień targowy. Fantastyczne!

Kolacja była przepyszna - morszczuk w sosie maślanym, do tego sałata, młode ziemniaczki albo ryż. No i wino! Okazało się znakomite! Bardzo delikatne, nigdy takiego nie piłam, warto było zdecydowanie je kupić, żeby spróbować i tęsknić za jego smakiem.

Jak się okazuje jedną z większych atrakcji w Nantes są Les Machines d'ile. To niezwykłe konstrukcje mechaniczne przedstawiające różne zwierzęta. Przyciągają turystów, a mi przypominały machiny z filmu "Bardzo dziki zachód". Udało nam się kupić bilety na przejażdżkę na wielkim słoniu. Czułam się trochę jak małe dziecko, choć prawdę mówiąc słoń jest dużo ciekawszy do oglądania z boku, kiedy majestatycznie przechadza się po placu. Więcej o tych maszynach można poczytać i zobaczyć zdjęcia TUTAJ.


O samym Nantes wiele powiedzieć nie mogę. Miasto ładne, przestronne, z piękną katedrą i zamkiem. Niestety troszkę się deszcz rozpadał i pokrzyżował nam plany związane ze zwiedzaniem.







Kolejny dzień to dalsza podróż. Po drodze znowu zameczki w małych miasteczkach. Powoli się do nich przyzwyczajamy, że tak powiem i już nie stajemy przy każdym, bo czas się kurczy. Na dłużej zatrzymujemy się w Carnac, jednym z najbardziej znanych w Bretanii miejsc, dzięki menhirom czyli kamiennym blokom zgromadzonym tam w niezwykłej ilości kilku tysięcy. Ich pochodzenie jest źródłem wielu teorii, mają kilka tysięcy lat i warto o nich poczytać, choćby w internecie. Mnie to miejsce zaciekawiło, ale nie zachwyciło. Widocznie megality nie są moją pasją. Warto jednak było zobaczyć :)



A resztę opiszę jeszcze w kolejnym poście :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz Aniversario audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret biżuteria Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho Bretania Candombe cascade yarns Cereza champagne chevron chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir Impressionist Sky islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos Marte Matisse Blue mechita merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair Mohair by Canard mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro Ochre organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Persia Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata piórkowy sweter Playa podróże Pokoje pod Modrzewiem powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach sklep Makunki Sock sock Malabrigo soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki Storm street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie Turner tutorial tweed Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Whales Road Wilno włóczka na szal włóczka ręcznie farbowana wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie Zapach Trzcin ZickZack zitron

Translate