środa, 30 grudnia 2020

Aaaa, testy dwa! Czyli kolejne (i nie ostatnie) skarpetki

Tak jak pisałam ostatnio - skarpetki robię ostatnio namiętnie! 

Zostałam zaproszona do testowania, a może nawet troszkę się wprosiłam, ale nie pomyślałam, że koniec roku to dla mnie niezwykle pracowity czas. Najpierw okres przedświąteczny - sporo pracy przy zamówieniach, za co dziękuję! A między świętami wszelkie czynności, które prowadząc działalność trzeba wykonać, choć się tego nie lubi. Ponieważ wszystkim zajmuję się sama, to nie ukrywam, że ciężko mi było znaleźć chwilę spokoju i w końcu zrobić zdjęcia. Z tym jest zawsze najtrudniej. Światła nie ma, czasu nie ma - jak żyć! Zmobilizowałam się jednak, bo jeszcze do 31.12 testowane przeze mnie oba wzory są z rabatem.

Z obu wzorów można nauczyć się czegoś nowego czyli coś, co lubię. 

Pierwsze zrobiłam te poniżej czyli według projektu Dorotki czyli Knitolog. Mają ciekawą, nietypową  piętę, która jest tak rozpisana, że powstaje sama :) Ażurek się szybko zapamiętuje, więc to naprawdę bardzo szybka i przyjemna robótka nawet dla mało zaawansowanych!





Dane techniczne:

Wzór Tsavo do kupienia na Raverly KLIK

Włóczka to farbowana przeze mnie Merino Sock, której zużyłam ostatni motek, więc koloru nawet nie linkuję, ale szukając tego typu włóczki zaglądajcie do mnie KLIK

Druty w rozmiarze 1,75, bo robię luźno :)

Kolejne skarpetki to troszkę trudniejsza robótka, choć nie trudna i również doskonale rozpisana! Tutaj dla odmiany pięta z klapką, ale robiona w nietypowy sposób i od palców. Dzięki wskazówkom autorki o dziwo za pierwszym razem udało mi się trafić z długością stopy, a z tym mam czasami problem. Wzór Renaty Grabskiej czyli Comfort Zone Knit na Raverly. Pierwszy raz robiłam coś według jej opisu i choć robiłam z opisu angielskiego, nie miałam problemów. Nie obawiajcie się, po polsku też jest!





 Dane techniczne:

Wzór: Sunlight do kupienia na Raverly TUTAJ

Włóczka to znowu farbowana przeze mnie Merino Sock w kolorze AMALFI KLIK

Druty oczywiście w rozmiarze 1,75, bo robię luźno :)

Przybywa na Raverly polskich projektantek wzorów, co cieszy bardzo! Jeśli więc lubicie robić skarpetki i nie chce Wam się kombinować, to polecam te wzory. Z pewnością czegoś nowego można się z opisów nauczyć. Skarpetki są zupełnie inne, więc nudy nie będzie!

poniedziałek, 14 grudnia 2020

Skarpetki

Post pisany od kilku miesięcy :). Chyba najwyższy czas go opublikować, bo temat wraca jak bumerang.

Tak się jakoś złożyło, że tym razem nie tylko mnie opanowały... skarpetki i włóczki tzw. skarpetkowe :) Po przeglądzie wiosną zapasów okazało się, że mam ich sporo. Wiele po jednym motku czyli akurat na jedną parę. Dużo też resztek, a jak się robi damskie skarpety, to resztki zostają, więc nowych i skarpet, i resztek przybyło :) Robię skarpety z wielką przyjemnością. Można by się zastanawiać po co, ale odpowiedź moja jest taka - bo lubię! Są piękne, są praktyczne, są szybką robótką, można je robić na wiele sposobów, są doskonałym prezentem (co w okresie przedświątecznym ma znaczenie), można robótkę zabrać ze sobą właściwie zawsze, wystarczy niewiele włóczki, można połączyć kilka pozostałych po innych robótkach, można robić proste, ażurowe, żakardowe itd., męskie, damskie i dla dzieci, na 5 drutach, magic-loopem na drutach z żyłką, na krótkich z żyłką, używając drutów typu crasy trio czy flyers. Uff! Tyle zalet! No po prostu kwintesencja dziewiarstwa ręcznego! 


Pierwsze skarpetki zrobiłam w szkole podstawowej czyli hmm... ustalmy, że dość dawno. Pamiętam, że robiłam je na 5 drutach, z białej jakby moherkowej włóczki, bo akurat taką miałam. Chyba nigdy ich nie nosiłam, ale byłam z nich bardzo dumna. Nauczyła mnie je robić Ania, chrzestna córka mojego Taty. Niestety od wielu, wielu lat nie mam z nią kontaktu, czego żałuję, bo wspominam ją bardzo mile i  pamiętam, że potrafiła robić na drutach piękne rzeczy. Później była dłuuuuuga przerwa i na jednym ze spotkań dziewiarskich Malgunia pokazała mi jak robić skarpetki od palców i w dodatku dwie jednocześnie! To było prawdziwe odkrycie! Powstawały kolejne, z piętą robioną rzędami skróconymi. Kolejnym etapem była pięta "z klapką". Nadal robiłam jednak od palców, no może raz czy dwa zaczynając od ściągacza. Większość wzorów jest pisana właśnie na taki, tradycyjny sposób. Po drodze nauczyłam się różnych sposobów robienia pięty, wiem już, których nie lubię, a które wychodzą mi najlepiej. Ale o tym później.


Skarpetki można zaczynać tradycyjnie od ściągacza albo od palców. Doszłam do wniosku, że każda metoda ma swoje plusy i minusy. Moim zdaniem zaczynanie od palców jest o tyle prostsze, że łatwiej jest zacząć robić na okrągło. Nabrane oczka nie spadają, nie przekręcimy ich itp. Poza tym można łatwo nawet bez robienia próbki dopasować szerokość skarpetki. Warto jednak mieć na uwadze, że po praniu i w trakcie noszenia zawsze się troszkę rozciągają, więc moim zdaniem lepiej jest zrobić odrobinę mniejsze niż za duże. Uwaga ta dotyczy zresztą obu sposobów, zarówno od palców, jak i od ściągacza. Kolejną zaletą jest to, że jak robimy od palców to długość i szerokość na łydce też łatwo regulować. Ja robię prosto łydkę, ale jeśli ktoś ma łydkę dość szeroką lub/i robi skarpety dłuższe, to ma to znaczenie. Wadą jest to, że jak nie trafimy z umiejscowieniem pięty, to klops. Trzeba pruć sporo. A często wychodzi to dopiero po praniu niestety. W przypadku robienia od ściągacza wystarczy właściwie spruć tylko część przy palcach i albo ją wydłużyć, albo skrócić, jeśli już taka sytuacja się przydarzy. I chyba głównie dlatego jednak po wielu próbach preferuję ten sposób. 



Po przetestowaniu wielu włóczek mam również i tutaj swoje spostrzeżenia. Wiele zależy oczywiście od tego w jakim celu robimy skarpetki tzn, jak będziemy ich używać. Jeśli mają tylko pięknie wyglądać i np. ogrzewać stopy w chłodne dni w domu, albo ubieramy je na noc, bo marzniemy, to oczywiście nie ma to aż tak dużego znaczenia i właściwie można się kierować po prostu urodą włóczki. Choć może niekoniecznie wybierajmy te moherkowe :), ale  - kto zabroni? Jeżeli jednak skarpety mają być po prostu noszone na co dzień, to warto zwrócić uwagę, żeby po pierwsze były jak najbardziej naturalne - przy czym jako o "sztuczności" nie myślę o dodatku nylonu, bo akurat jego dodatek jest w przypadku skarpet jak najbardziej wskazany. Mam tu na myśli, że np. zawartość akrylu nie jest wskazana, bo stopy będą się po prostu pocić, a chyba tego nie chcemy. Brak dodatku nylonu skutkuje większą podatnością na przecieranie się. I choć oczywiście w dotyku taka włóczka może być troszkę bardziej szorstka, to mówiąc szczerze nie przywiązuję akurat w przypadku skarpet aż tak dużego znaczenia do miękkości. No ale ja noszę ręcznie robione skarpety głównie do górskich butów, więc naprawdę poddaję je porządnym testom! O nylonie napiszę oddzielny post, bo na to zasługuje.


Istotny jest dla mnie skręt. Włóczki luźno skręcone, a nawet tzw. single niestety niezbyt się sprawdzają w trudnych warunkach nawet mimo dodatku nylonu. Jeszcze raz podkreślę, że mam tu na myśli "noszenie" skarpet, a nie ich "nakładanie". Osobiście nie lubię też włóczek za grubych, bo buty kupuję zgodnie ze swoim rozmiarem, a nie z założeniem, że będą noszone z grubą skarpetą. Ale znowu - jeśli to są takie nóżkogrzejki, to oczywiście mogą być nawet bardzo grube! 


Ponieważ traktuję często robienie skarpetek jako robótkę telewizyjną, to żeby za dużo się przy nich nie zastanawiać, wybieram chętnie włóczki kolorowe, niejednolite, układające się we wzorki albo melanżowe, żeby nudno nie było. No bo takie całkiem gładkie to sobie mogę kupić, a skarpetki mogą być małym dziełem dziewiarskim jeśli nad nimi troszkę popracujemy. Gładkie lubię jakoś delikatnie przyozdobić. Ciekawym rozwiązaniem są takie, które same układają się w jakieś wzorki lub paski. Podjęłam się nawet próby ufarbowania takich, ale nie trafią do stałej sprzedaży. Ale może pojedyncze motki jednak tak :) Takie special edition - żeby było zagranicznie :)





Większość wzorów przygotowana jest na włóczki typu około 400m/100 g. Najczęściej dla mojego rozmiaru stopy robiąc zgodnie ze wzorem powinnam nabrać 60-62 oczka przy drutach 2,5. Niestety, ja robię luźno i mimo pewnego postępu stwierdziłam, że jednak muszę robić na drutach mniejszych albo na mniejszej ilości oczek. Druty 1,75 są dla mnie najlepsze. To naprawdę nie boli. Jeśli robię na 2,5, to nabieram ok 50-52 oczka. Oczywiście jak mantrę można powtarzać - trzeba zrobić próbkę! Nie będę jednak oszukiwać - w przypadku skarpet nie robię, bo to mała robótka i nawet jak trzeba spruć, to nie problem.

Może się na mnie projektantki skarpet troszkę obrażą, ale właściwie nie bardzo widzę sens kupowania zbyt wielu wzorów na skarpetki, bo jak się opanuje ich robienie, to można samemu kombinować, a inspiracji nie brak. Oczywiście chętnie kupuję te wzory, w których widzę jakąś innowację, z których mogę się czegoś nauczyć. Bo jak pisałam wyżej jest wiele sposobów chociażby robienia pięty. Czasami też wzór jest tak ciekawy, że jednak się skuszę. Wiadomo - jak projekt jest dobrze rozpisany, to łatwiej się robi, bo to troszkę zwalnia z myślenia. 

Na pewno też przyjemnie jest posiadać pięknie wydaną książkę z wzorami. Ale są to zazwyczaj dość drogie publikacje. Osobiście polecam zaopatrzyć się w dość podstawowy opis, wspomóc licznymi tutorialami na youtube - sama coś w tym temacie stworzyłam -  i następnie bawić się w Wielkiego Kreatora Skarpet. Wiem, że wiele naprawdę dobrych tutoriali jest w języku angielskim, jednak wystarczy je z uwagą obejrzeć i też jest to pomocne. Oczywiście najprościej jest nabyć wzór, gdzie ktoś za nas wszystko obliczył i przemyślał - super, że jest też taka możliwość i absolutnie nikogo nie zniechęcam, wręcz przeciwnie. Ktoś się napracował, więc warto mu za to zapłacić, jeśli wzór się nam podoba. Mam nadzieję, że się rozumiemy :)

Polecam darmowe wzory, z których można się nauczyć podstaw


https://www.ravelry.com/patterns/library/rye-light


https://www.ravelry.com/patterns/library/socks-for-him
https://www.ravelry.com/patterns/library/sock-pattern-generator

Wiele wskazówek znajdziecie także w tych filmach KLIK, bardzo dużo się z nich sama nauczyłam. Wiem, że czasami angielski jest przeszkodą ale obraz to więcej niż słowa.
Są także oczywiście polskie tutoriale, pokazuję jednak uczciwie to, z czego sama korzystam.

Co potrzebne poza włóczką? 

Oczywiście po pierwsze druty. Wybór wielki. Tradycyjnie robi się na 5 drutach. Przy cieniutkich drutach nie ma to wielkiego znaczenia, ale przy grubszych wolę, żeby były lekkie, bo jak są za ciężkie to po prostu mogą z robótki wypadać. Z metalowych polecam HiyaHiya, a jeśli chodzi o bambusowe czy drewniane, to chyba nie ma znaczenia, bo niezależnie od firmy i tak będą lżejsze. Oczywiście jakość tworzywa, gładkość itd ma znaczenie, ale tak jest ze wszystkim, ja mówię o podstawach. Teoretycznie lepiej gdy te druty są dość krótkie, tak około 15 cm. Ale ja robię też na takich 20 cm, bo mniejsze prawdopodobieństwo, że wypadną. 
Robienie na 5 drutach jest też dużo lepszym rozwiązaniem przy robieniu żakardów. Sama zmasakrowałam nie jedną żyłkę próbując żakardów z metodą magic loop, o której piszę w dalszym akapicie! 

Przy częstym przekładaniu nitek magic loop nie jest najlepszy, wierzcie!


Można też robić metodą magic loop czyli na drutach z żyłką. Przy tym sposobie można nawet robić dwie skarpetki jednocześnie, w takim przypadku żyłka powinna mieć min. 100 cm. Zaletą takiego sposobu jest to, że nie trzeba aż tak bardzo liczyć okrążeń, obie i tak będą takie same. Natomiast jak robimy oddzielnie, to przydaje się licznik rzędów/okrążeń i robienie notatek. No i jak robimy dwie jednocześnie, to łatwiej uniknąć Syndromu Drugiej Skarpetki :) 

Można też robić na drutach z bardzo krótką żyłką, takich 23-30 cm. Ja nie robię tak, bo bolą mnie ręce. Takich krótkich drutów używam tylko do wykończeń. Ale wiem, że są osoby, które tylko tak robią i bardzo sobie chwalą.

Ciekawym rozwiązaniem są też druty typu CrasyTrio z Addi czy Flyers z HiyaHiya, ale pewnie też i inne firmy mają takie w swojej ofercie. Żartuję sobie czasami, że to takie połączenie metody 5 drutów i magic loop. Trzeba się do nich przyzwyczaić, ale są naprawdę fajne. Niestety dość drogie, więc jeśli robicie mało, to lepiej kupić lepszą włóczkę i opanować magic loop, bo nie wymaga to zakupu dodatkowych drutów. Ale choć jedną parę warto mieć, żeby wyrobić sobie własną opinię. Ja mam w rozmiarze 2,5 i 2,75, i sobie chwalę :)


Warto też mieć cieniutką gumkę do wrobienia w ściągacze, choć nie zawsze jest potrzebna. Jeśli jednak zdecydujecie się ją dodać w trakcie robienia lub wpleść w ściągacz po zrobieniu, to miejcie na uwadze, żeby nie były dla odmiany zbyt obciskające. Bo to ani miłe, ani zdrowe.

Elastyczna nitka KLIK


Jeśli robicie skarpety do chodzenia po domu, to szczególnie jeśli są dla dzieci, to warto na stopie umieścić jakiś antypoślizg. 

ABS do skarpet KLIK

Kolejny gadżet to blokery do skarpet. Osobiście uwielbiam! Mam kilka par, nie ukrywam, że najbardziej lubię te od Ani czyli Wiedźmy z Młyna. Są przepiękne, więc nie tylko użyteczne, ale i oko cieszą. Mam także plastikowe z KnitPro i drewniane z Opry. Te plastikowe mają tę przewagę, że nie obawiam się ubierać na nie mokrych skarpet. Te z Opry są takie bez szału, ale spełniają swoje zadanie. A zadaniem blokerów jest utrzymanie kształtu skarpety. Myślę, że nie ma to wielkiego znaczenia jeśli skarpety robimy tylko dla siebie. Ot, po wypraniu i wysuszeniu wkładamy i układają się na nodze. Ale jeśli chcemy, żeby wyglądały ładnie - bo robimy je na prezent, chcemy zrobić im zdjęcia i pochwalić się na fejsie czy insta, albo po prostu lubimy, kiedy nasze rzeczy wyglądają ładnie - blokery musimy mieć!


Jeszcze wrócę do pięty, bo to chyba w skarpetkach sprawa ważna. Tu trudno zdecydować. Robię różne i nie umiem powiedzieć, którą lubię najbardziej. Zdecydowanie nie lubię pięty wyrabianej po zrobieniu całości czyli after coś tam. Dlaczego? Bo nie. Teoretycznie jest to najprostsza metoda, ale mi nie odpowiada i już. Opracowałam nawet swój sposób na piętę, ale jakoś nie mam ciągle weny, żeby go opisać. Albo film zrobić, bo chyba łatwiej by było wyjaśnić.

Skarpeta z "moją piętą"

Po zrobieniu skarpet często zostają resztki włóczek. Można oczywiście zrobić z nich kolejne, resztkowe skarpetki. Można też wykorzystać je do zrobienia np. pledów. Zrobiłam już dwa i są w moim przekonaniu świetne. A kolejne są w przygotowaniu :) Pewnie będą powstawać wolniej.



Można także z resztek zrobić np. czapkę. Opis takiej czapki już jest u mnie na blogu KLIK

Mam nadzieję, że opisałam to, co podstawowe według mnie. Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia :)

niedziela, 8 listopada 2020

Botanic Shawl czyli możliwości Zauberball Crazy

Robiłam dzisiaj zdjęcia do sklepu nowym motkom Zauberball Crazy i uświadomiłam sobie, że moja chusta z tej włóczki nadal nie została przeze mnie pokazana. A przecież to jest super wzór! Bardzo łatwy, moim zdaniem nawet osoby początkujące dadzą sobie z nim radę. Prawdę mówiąc najpierw robiłam "na oko", a później kupiłam wzór, bo jakoś źle się czułam tak bezczelnie małpując od Stefka.


Pokazałam ją na cudownym spotkaniu dziewiarek u Ani czyli Wiedźmy z Młyna i zrobiła małą furorę :) Nawiasem mówiąc spotkanie było super, ale niestety nie mam z niego zdjęć. To znaczy jakieś mam, ale są to raczej zdjęcia przeznaczone dla koleżanek, a nie do publikowania na własnym blogu. Zdjęcia grupowe były robione głównie jako ilustracja testowych sweterków projektantek uczestniczących w spotkaniu, a ponieważ ja w tych testach nie uczestniczyłam, to się jakoś na zdjęcia nie załapałam. A na własne nie miałam czasu :) Wolałam pogadać, bo bardzo byłam spragniona kontaktu z innymi pasjonatkami dziewiarstwa. No i zabrałam też trochę włóczek z mojego sklepu, więc miałam ręce zajęte.


Chustę zaprojektował Stephen West, który zazwyczaj ma dość odjechane pomysły, a ten akurat jest dość "konserwatywny". Nie wszystkie jego projekty mi się podobają, ale wiele jest naprawdę fantastycznych. Mam kilka kupionych i czekają na realizację. Ostatnio brałam nawet udział w MKAL. Jeszcze do niedawna nie rozumiałam co to jest KAL, a już MKAL to całkiem. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że KAL to wspólne robienie jednego projektu - tzn. nie konkretnej sztuki, a wg konkretnego wzoru. Zaś MKAL to takie dzierganie kota w worku :) Zaczyna się robić nie wiedząc właściwie, jaki będzie efekt końcowy. Ale o tym MKAL-u będzie inny wpis.


Dane techniczne:
Wzór Botanic Shawl Stephen West do nabycia TUTAJ
Włóczka Zauberball Crazy kolor 2250 i Admiral 0383 - każdej zużyłam ok 1,5 motka, więc jeszcze na skarpety mi zostało :) Możliwości kolorystycznych mnóstwo!
Jak widać chusta jest spora. Według wzoru zużycie to po dwa motki kolorowe i dwa jednobarwne, ale według mnie taki rozmiar jest akurat.


Muszę przystopować z zielenią, bo jakoś zawsze po nią sięgam i to już kolejna chusta/szal w podobnym kolorze. Ale tak jakoś mam, że wybierając włóczką nie zastanawiam się nad tym, czy akurat potrzebuję takiego koloru. Wybieram po prostu ten, który mi się podoba. W tym przypadku po zrobieniu kilkunastu rzędów byłam rozczarowana, bo mi się wydał jakiś bury. Ale na szczęście się nie zniechęciłam i po zrobieniu większego kawałka nie mogłam się doczekać następnych rzędów, bo tak pięknie zmieniały się kolory. 
Ta chusta chyba poleci w świat, a ja zrobię kolejną. Zastanawiam się nad trzema kolorami... No nie jest lekko!

piątek, 6 listopada 2020

Shelliana test dla Hani

Sporo się dzieje wokół nas i nastroje mamy nie bardzo dobre. Dlatego tym bardziej doceniam naszą dziewiarską społeczność. Jeśli ktoś ma pasję, to oczywiście zawsze znajdzie na nią czas, ale teraz dobrze jest mieć taką... stacjonarną. Przyjemnie jest usiąść z drutami czy szydełkiem, myśli skupić na wzorze jeśli trzeba, albo posłuchać przy robótce audiobooka - osobiście jak nie raz pisałam, uwielbiam!

Tak się przyjemnie złożyło, że robiłam dla Hani Maciejewskiej test chusty, która była o tyle wymagająca, że właściwie cały czas robi się oczka przekręcone, a to wymaga odrobinę skupienia. Dla efektu końcowego warto! 

Prawdę mówiąc chustę skończyłam dość dawno i nie mogłam się doczekać jej publikacji. Została pokazana światu chyba ze trzy dni temu i okazało się, że nie mam porządnych zdjęć. Takich, na których widać by było jej urok.  Chciałam zrobić sesję leśną, ale okazało się, że nie włożyłam karty do aparatu - nie był to pierwszy raz ;) Zdjęcia komórkowe mi się nie podobały. Dzisiaj się zmobilizowałam i zrobiłam zdjęcia tradycyjnie sama. Światła oczywiście niewiele, ale mam nadzieję, że nie jest źle! Kolory wprawdzie wariują, ale generalnie chusta jest popielato-beżowa - jak krzemień :)


Dane techniczne:

Wzór Shelliana Hani Maciejewskiej, dostępny także po polsku TUTAJ lub TUTAJ

Włóczka to farbowany przeze mnie Merino 300 w kolorze Krzemień  TUTAJ, ale jak wiecie lub nie farbuję raczej małe ilości, więc nie wiem, czy kiedy czytacie jest dostępna :) Zużyłam niecałe 3 motki.



Może przełamię moją ostatnią niemoc blogową, bo posty powstają bardzo rzadko. Właściwie nie wiem dlaczego. Oczywiście zawsze zwala się na brak czasu, ale to właściwie nie to jest problemem. Tak jak napisałam we wstępie, jak się chce, to się czas znajdzie. Wiele blogów zakończyło już działalność, większość wstawia zdjęcia na instagramie. Ja także, bo to szybkie. Ale czasami po prostu lubię napisać tu kilka słów.

Bardzo, naprawdę bardzo jestem wdzięczna, że odwiedzacie także mój sklep. Może także fakt, że zaczęłam go prowadzić wpływa na moją mniejszą tutaj aktywność. I znowu, nie z braku czasu, ale dlatego, że nie chcę by mój blog był postrzegany jako element promocji sklepu. W pewnym sensie jest to nie do uniknięcia, bo oczywiście pokazuję i będę pokazywać tu moje włóczki. Moje czyli farbowane przeze mnie i moje, czyli z mojego sklepu :) Włóczki często zanim trafią do sklepu testuję i mam kilka rzeczy, którym potrzebne zdjęcia. Pewnie nie wiecie, że są takie, które testów nie przeszły! I to mimo teoretycznej jakości. Mój sklep jest na tyle mały, że jeszcze to ogarniam :)

Bardzo żałuję, że przez pandemię nie mogłam (i nie chciałam) organizować spotkań dla szerszego grona. Trzeba być dobrej myśli, niedługo ten okropny rok się skończy i może w kolejnym będzie więcej możliwości.



sobota, 22 sierpnia 2020

Moherowy kardigan

Wiecie jak się wyrabia resztki włóczek? Bierze się pół motka  koloru, który został z poprzedniej robótki, kolejne z pół z drugiego, dokłada ze trzy nowe itp. :) Też tak macie?

Z brioszkowego szala trochę moherków zostało, a w zbiorach od dawna zalegają jakieś pojedyncze motki, które wzbudzają wyrzut sumienia, więc postanowiłam je zagospodarować. A żeby było szybciej, to wykorzystałam jeszcze jako dodatek cieniutką nitkę czarnej wełny, z którą nie wiedziałam co zrobić, bo była naprawdę cieniutka. I tak powstał kardigan.

Kardiganów mam właściwie niewiele, a przy moim aktualnym trybie życia chyba najlepiej się sprawdzają. Pewnie już o tym pisałam :) Ja wiem, że przy aktualnie panujących upałach wydaje się to torturą, ale u mnie w pensjonacie nie jest gorąco. Moje biuro jest w przyziemiu, gdzie słońce nigdy nie dochodzi i taki lekki kardigan sprawdza się znakomicie. A jak przyjdą chłodniejsze dni, to będzie noszony znacznie częściej.

Z założenia nie robiłam zapięcia, ale przydała mi się taka oto zapinka :) Jeśli Wam się podoba, to możecie ją kupić w moim sklepie :) KLIK



Włóczki to Kid Seta Gepard 510 (klik) i 926 (klik), w połączeniu z resztkami Kid Seta z Grignasco, której to włóczki już nie produkują, a ja miałam i mam jeszcze trochę. Podobne kolory do tych, których użyłam to np. Brushed Lace 3023 (klik)  i Kid Seta 403 (klik) Trudno powiedzieć ile zużyłam... Robiłam chyba na drutach 3,5. Wzór własny, choć trudno tu mówić o wzorze.

Trudno uwierzyć, że lato się powoli kończy. Mam wrażenie, że czas jakoś szybciej płynie, żeby nie powiedzieć, że leci. W tym roku nie pojechałam na wakacje, bo sytuacja jest jaka jest. Ale nie ma co marudzić, zwiedzam bliższą i dalszą okolicę. Bardzo jestem z tego zadowolona. Wiele jest naprawdę do zobaczenia i z wielką przyjemnością o tym napiszę oddzielny post :) 

niedziela, 2 sierpnia 2020

Moje Susurro

Włóczkę tę chciałam wypróbować już w ubiegłym roku, zaraz po otwarciu mojego sklepu. Była to nowość i niestety nie udało się jej kupić. Ale jak tylko pojawiła się znowu, zamówiłam jeden kolor, żeby ją przetestować zanim podejmę decyzję o wprowadzeniu jej do sprzedaży. Często tak robię, kiedy nie znam włóczki. Zamówiłam kolor Obsydian, bo stwierdziłam, że właśnie czegoś takiego mi brakuje. Zrobiłam sweter i we włóczce się zakochałam! Oczywiście zamówiłam więcej kolorów i wiem, że wielu z Was także się spodobała, co mnie cieszy :)

Prawdę mówiąc sweter zrobiłam chyba w marcu, a jakoś nie mógł się doczekać zdjęć. Ostatnio kilka osób pytało na fb o tę włóczkę, więc się zmobilizowałam. Bardzo chętnie go noszę, bo jest idealny na chłodniejsze letnie dni lub wieczory.


Moim zdaniem nie najlepiej dobrałam model swetra do włóczki, ale bardzo spodobał mi się wzór Tulip i nie pomyślałam, że lepiej wyglądałby przy jednolitym kolorze np. Frank Ochre, bo kocham się ostatnio w odcieniach żółtego. Przy melanżu, a taki jest Obsydian, ażurowy wzór po bokach jest mało widoczny, a jest naprawdę ozdobny. Pewnie będzie jakaś kolejna wersja.



Dane techniczne:
Włóczka - Susurro z Malbrigo,  kolor Obsydian
Jak widać sweter jest niemały, bo i ja mała nie jestem :) Zużyłam dokładnie 3 motki, na dłuższy rękaw potrzebne byłyby 4.
Robiłam chyba na drutach 3,5, ale jak zwykle nie zanotowałam... Czy to się kiedyś zmieni?
Wzór: Tulip by Ririko, bardzo dobrze rozpisany, po polsku niedostępny.


Na zdjęciu poniżej widać najlepiej zarówno kolor, jak i strukturę włóczki. Jest miękka, pięknie otulająca i lejąca, przerabianie jej to sama przyjemność. Na jednolitych kolorach widoczne są nitki lnu, co nadaje jej bardziej letnio-rustykalny charakter.


Wszystkie zdjęcia robiła Magda czyli www.rastro.pl, bardzo dziękuję! A piękne kwiaty pochodzą z jej ogrodu. Ja niestety nie mam chyba zacięcia ogrodniczki, chociaż kilka róż udało mi się wyhodować :)

piątek, 8 maja 2020

Norweg z Artesano

Przede wszystkim chcę podziękować wszystkim, którzy tu zaglądają, a szczególnie tym osobom, które napisały komentarz pod poprzednim poście, który powstał po dość długiej nieobecności na moim blogu. Z pewnością obserwujecie, że wiele blogów znika, z różnych pewnie powodów. Mój powoli zaczyna się chyba zaliczać do tych starszych :) Bardzo mnie dopinguje to, że jednak ktoś czeka na te moje wpisy. Obiecałam, że postaram się podczas naszych spacerów porobić zdjęcia rzeczy, które powstały w ostatnim czasie. Po namyśle stwierdzam, że ten "ostatni czas" jest dość umowny, bo to właściwie kilka miesięcy! A ręce były cały czas zajęte - swetry, czapki, skarpety, szale. Trochę tego powstało :)

Sweter, który dzisiaj pokazuję zrobiłam chyba jeszcze w starym roku. Miałam okazję pochwalić się nim na spotkaniu w Jeleniej Górze. Przy okazji krótkiej relacji ze spotkania dziewiarskiego u mnie w Szklarskiej, pisałam chyba o Gangu Włóczykija czyli grupie dziewiarek, która od kilku lat spotyka się regularnie na pogaduszki przy kawie, aktualnie w przemiłej kawiarni Mikavka. "Aktualnie" to znaczy kiedy jeszcze można było i kiedy w końcu będzie można! Dziewczyny są świetne, a dla mnie to właściwie jedyny kontakt na żywo ze współpasjonatkami. Spotkania są w środy, jeśli kiedyś będziecie w okolicy i o godz. 16 będziecie mieli czas, to warto zaglądnąć!

Ale wracam do swetra! Jak zwykle dygresje, widać, że dawno nie pisałam...
Zrobiłam go z alpaki DK Artesano, chyba 5 motków czarnych i trochę popielatego, a kolorowe elementy to resztki alpaki z Filcolany. Po czym te resztki? Będzie o tym inny post, bo to ciekawy temat. 

Staram się wyrabiać włóczkowe zapasy, a nie tylko po nowe sięgać. Te motki leżały u mnie bardzo długo, bo nie do końca miałam na nie pomysł. Na cały czarny sweter by zabrakło, a różne warianty połączeń też mi jakoś nie podchodziły. Zwłaszcza, że popielatego miałam chyba 2 motki, bo kupowałam końcówki magazynowe. W końcu stwierdziłam, że robię jak leci, tak jak najbardziej lubię czyli najprostszym raglanem i samymi prawymi, a później pomyślę o reszcie... Kiedy już wiedziałam, że całego czarnego nie chcę (ileż można!) zaczęłam się bawić i wyszło właśnie tak :)


Wykończenie jest inspirowane norweskimi swetrami, oczywiście nie robiłam notatek, więc proszę nie pytajcie mnie o szczegóły, bo nawet rozmiaru drutów nie pamiętam, pewnie 4 albo 4,5.

Swoją drogą, to fakt, że nie robię notatek w czasie dziergania zaczyna mnie samą irytować. Czasami coś zanotuję na pierwszej lepszej kartce, którą mam pod ręką, a którą później oczywiście wyrzucam. Zawsze mi się wydaje, że będę pamiętać szczegóły typu ilość włóczki czy rozmiar drutów, a potem... Jest jak zwykle. Napiszcie mi czy tylko ja taka jestem? Czy robicie jakieś notatki? 


Sweter jest bardzo ciepły, bo nie dość, że to alpaka, to jeszcze dość gruba. Włóczka piękna, choć wrażliwców może podgryzać, bo ma trochę dłuższy włosek, co widać szczególnie na szarych wykończeniach. O tym, że te szare włoski będą zostawać na moich czarnych rzeczach jakoś nie pomyślałam i teraz muszę tego trochę pilnować.


A dla tych, co dotrwali do końca mam taki mały obrazek ze spaceru :) W Szklarskiej Porębie jest teraz tak mało ludzi, że zwierzęta odważniej wychodzą z lasu. Tu widać granicę ulicy i lasu, do którego chodzimy. Łanie pasły się niczym zwierzęta domowe i z gracją odeszły dalej, kiedy weszliśmy na ścieżkę. Później spotkaliśmy jeszcze sarny...



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz Aniversario Artesano audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret biżuteria Boo Knits bouclé Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho Bretania Brushed Lace Candombe cascade yarns Cereza champagne chevron chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella Elton entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir Impressionist Sky islandzkie swetry lopi Jaipur Hat jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska kardigan Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek kid seta Gepard Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden macooncolor Malabrigo Manos Marte Matisse Blue mechita merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair Mohair by Canard mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro Ochre organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Persia Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata piórkowy sweter Playa podróże Pokoje pod Modrzewiem powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach sklep Makunki Sock sock Malabrigo soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki Storm street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie Turner tutorial tweed Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Whales Road Wilno włóczka na szal włóczka ręcznie farbowana wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie Zapach Trzcin ZickZack zitron

Translate