Ciekawa jestem bardzo czy tak jak ja, macie w swoich zbiorach mnóstwo zakupionych opisów wzorów, które czekają na realizację. Nie wiem na czym to polega, czy takie kupowanie "na zapas" to efekt wychowania w czasach kryzysu, gdy mogło czegoś po prostu zabraknąć? Bo rozumiem, że czasami kupuje się wzór/opis ze względu na obniżoną cenę, ale naprawdę? Wszystkie te projekty zrobię? Pewnie nie :) Pisałam już pewnie, że najchętniej kupuję opisy, z których czegoś się uczę. Sądzę, że to akurat dobra metoda, bo jak widzę ciekawe rozwiązanie, to nie zawracam innym głowy pytaniami "jak to zrobić?", tylko szukam rozwiązania i chętnie płacę za naukę. Czasami także kupuję wzory z lenistwa. Wiem jak to zrobić, bo banalnie, ale nie chce mi się przeliczać oczek i kombinować, wolę lecieć według opisu. Tak mam często z wzorami PetiteKnit, które są często bardzo proste, ale bardzo je lubię, bo wiele włóczek przez nią użytych mam w swoim sklepie, doceniam je za prostotę właśnie, wpisują się w mój gust i nie tracę czasu na kombinowanie.
Czasami jednak bodźcem do zakupu jest jakiś szczegół, który mi się w nim spodoba. I choć pewnie bez problemu można skopiować dość prosty wzór, to warto docenić osobę, która go pokazała, rozpisała itd. Nawet jeśli ostatecznie wprowadzi się szereg modyfikacji, jak sama to często robię. Inspiracja bywa jednak oczywista i w dzisiejszym poście jest to wzór Navelli autorstwa Caitlin Hunter. Myślę, że jest bardzo rozpoznawalny.
Jak widać zmodyfikowałam nieco projekt :) Przede wszystkim zrobiłam dłuższy rękaw, bo tak mi jakoś pasowało. Włóczka jest mieszanką lnu i bawełny, ale jest nie jest to cieniutka włóczka. Pomyślałam, że będzie z niej właśnie fajny, letnie sweter. A ponieważ długi rękaw zupełnie inaczej się układał i brzydko sterczał, to zrobiłam taki "klinik" i podoba mi się teraz bardziej.
Włóczkę także wybrałam całkiem inną, bo grubszą, więc musiałam oczka przeliczyć po swojemu. Pierwszą wersję zrobiłam zdecydowanie za szeroką i... po zrobieniu całej części żakardowej czyli najbardziej pracochłonnej, sprułam ją. Co chyba oczywiste, reszta jest dość banalna, a właśnie też żakard to cała robota... Chyba nie chcecie wiedzieć, jakich słów używałam, kiedy prułam... Według opisu bluzka ta powinna być krótka i szeroka, ale ja po prostu źle się w takich czuję, więc moja wersja jest dłuższa.
Piękny sweterek! Podziwiam za cierpliwość przy dzierganiu żakardów (dwukrotnym).
OdpowiedzUsuńLubię żakardy, ale akurat w tym przypadku na początku nie było łatwo - zgubiła mnie (nie pierwszy raz) rutyna :)
UsuńMyślę, że adaptacja projektu do własnych potrzeb i gustu wyszła perfekcyjnie. Piękny zestaw kolorów. Podziwiam determinację - tj. sprucie i ponowne wydzierganie żakardu.
OdpowiedzUsuńSama siebie podziwiam! Naprawdę szlag mnie trafił za pierwszym razem, ale ten wzór mi się niezwykle podoba :)
UsuńCóż za żakard! Ja tego nie potrafię, więc nie znałam tego projektu i teraz mogę się tym bardziej pozachwycać. Prucie tekiego żakardu i powrót do projektu to jest coś, za co należą się słowa podziwu, także podziwiam.
OdpowiedzUsuńBardzo podoba mi się klinik na ramieniu, sprytnie to obmyśliłaś.
Ja zawzięta jestem! Wiele razy pruję, bo najgorzej to się napracować i być niezadowoloną :)
UsuńTo nie jest trudne, pierwsze żakardy robiłam mając kilkanaście lat (!) Jak mi się coś podoba, a w tym przypadku tak było, to po prostu muszę :)
OdpowiedzUsuńOch... jak ja nie cierpię pruć. Pewnie dlatego skupiam się na nie-ubraniach wymiarowych - czyli szale, chusty, torebki, serwetki czy dywaniki. To jak jest większe czy mniejsze to nie szkodzi. Podziwiam bardzo za samozaparcie. Co do kupowania wzorów - ja się bronię rękami i nogami - mam więc tylko 2 kupione, które czekają na dobre czasy.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że kiedyś się spotkamy w Aroma Cafe. Pozdrawiam serdecznie.
Fakt, że dodatki są bardziej odporne na niedociągnięcia rozmiarowe :)
UsuńŚliczny sweterek, Twoja wersja podoba mi się bardziej niż oryginał. Zmiany, które wprowadziłaś i kolory jakie dobrałaś, nadają całości elegancji przy zachowaniu uniwersalności. Podziwiam za prucie żakardu ;) chociaż sama mam podobnie i jeśli coś mi nie leży unicestwiam bez oporów.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Piekny sweter i świetne zdjęcia. Przez dobór kolorów i zmianę proporcji jest wg mnie dużo lepszy od oryginalnego projektu. Ja również nie lubię krótkich szerokich dzianin bo nie wyglądam w nich dobrze. Co do wzorów mam podobnie, kupuję gdy chcę się czegoś ciekawego nauczyć, albo po prostu chcę ułatwić sobie pracę. Korzystam też z promocji oraz pobieram bezpłatne wzory, lubię mieć wybór. Może to być jak piszesz pokłosie czasów niedostatku czy zachłyśniecie się niedostepnymi wczesniej mozliwosciami. Nie musimy wydziergać każdej rzeczy, która wpadnie nam w oko, ale fajna jest sama myśl że jest to możliwe:-)
OdpowiedzUsuńSweterek fajny ale wiesz co mnie drzażni jak Ty wytrawna dziewiarka piszesz że nie pamiętasz ...... przecież jak się robi sweter to pierwsze co robi się notatki które się przydadzą przy następnych swetrach
OdpowiedzUsuńmam wrażenie że tak do końca to nie chcesz zdradzić pewnych rzeczy ......
Nie ukrywam :) Po prostu nie robię notatek, szczególnie kiedy robię z gotowego wzoru. Jest to zazwyczaj jednorazowa "produkcja", więc notatki są mi zbędne. Kiedy robię coś według własnego pomysłu czasami coś zanotuję. A później notatki wyrzucam mniej lub bardziej przypadkowo. Taka właśnie ze mnie "wytrawna dziewiarka" :)
Usuń