W sobotę było spotkanie u Marioli, w e-dziewiarce. Oczywiście było przesympatycznie. Chwaliłam się okropnie i dumna byłam, bo się chyba podobało. Szal i spódnica razem moim zdaniem nie wyglądają najlepiej, trochę jednak za dużo tych kolorów jak dla mnie. Ale też nie były wykonane do noszenia razem. Szal jest dla mojej szwagierki, która była mi pomocna w trudnych chwilach, jest dla mnie właściwie jak siostra. Myślę, że się ucieszy i te zwariowane kolory sprawią jej radość. Spódnica to już kolejna wykonana tym samym sposobem. Zainteresowanych odsyłam do wcześniejszego posta. Zdjęcia zrobiła BogaczKa, dziękuję!
Nie pokazałam też chyba tej pierwszej spódnicy, więc nadrabiam.
Na spotkaniu pochwaliłam się również nową umiejętnością. Od dawna mnie męczyło, w końcu zostałam pokonana. Koraliki kupiłam chyba rok temu, wyczekały się troszkę. Nie obyło się bez rozsypania prawie całej zawartości jednego z woreczków na podłogę... Na szczęście nie słychać, co mówiłam na ten temat. Obawiam się, że powstaną kolejne. Dosyć to pracochłonne, ale jakoś się udało. Paluchy przy tym trochę bolą, oczy też już nie te, więc ciężko było chwilami, ale myślę, że jak na pierwszy raz jest całkiem nieźle. Pasują mi do spódnicy!





