Dalszy ciąg moich wielkich wakacji, niecierpliwym nie polecam. Po dwóch tygodniach od powrotu widzę, jak szybko się zapomina wiele szczegółów, więc chcę to samej sobie udokumentować. Nie, nie tłumaczę się z tego, co umieszczam na własnym blogu :) To jeszcze nie koniec chorwackich wspomnień :)
Kolejny nocleg w małej zatoczce, wieczorem małe piwo i bladym świtem pobudka i wypłynięcie. A na morzu pogoda bywa zmienna.
Widoki fantastyczne, ale w końcu też trochę powiało, popadało i morze nam pokazało, że nie zawsze jest błękitne :)
Kolejnym etapem podróży były wodospady Krka. Najpierw było szybkie tankowanie i rzut oka na Szybenik, który zwiedziliśmy później, więc i później będzie krótka relacja. Zaprezentuję też w końcu jakiś udzierg, więc kto zagląda tu wyłącznie z dziewiarskiej ciekawości, w końcu się doczeka :) Tankowanie przy nadbrzeżu było również dla mnie ekscytujące, bo nigdy wcześniej w takim manewrze nie uczestniczyłam.
Udało się bez problemów i popłynęliśmy do miasteczka Skradin. Miasteczko polubiłam od pierwszego wejrzenia. Śliczna i bardzo malowniczo położona marina. Było bardzo nastrojowo szczególnie wieczorem, bo akurat tej nocy była pełnia księżyca, a w knajpce na nadbrzeżu kwartecik grał całkiem nieźle standardy jazzowe.
Ale zanim zapadł wieczór udaliśmy się na wycieczkę w celu zobaczenia słynnych wodospadów. Nam nie chciało się czekać w bardzo długiej kolejce na prom, więc wypożyczyliśmy rowery i tak właśnie udaliśmy się do oddalonego o jakieś 4 km od miasteczka parku narodowego. Była to doskonała decyzja, bo nie dość, że zażyliśmy trochę ruchu, to jeszcze otoczenie było przepiękne. Można się było w każdej chwili zatrzymać i podziwiać naprawdę piękne widoki. No i droga był zacieniona, więc w końcu nie smażyliśmy się na słońcu :)
Kolejny nocleg w małej zatoczce, wieczorem małe piwo i bladym świtem pobudka i wypłynięcie. A na morzu pogoda bywa zmienna.
Widoki fantastyczne, ale w końcu też trochę powiało, popadało i morze nam pokazało, że nie zawsze jest błękitne :)
Kolejnym etapem podróży były wodospady Krka. Najpierw było szybkie tankowanie i rzut oka na Szybenik, który zwiedziliśmy później, więc i później będzie krótka relacja. Zaprezentuję też w końcu jakiś udzierg, więc kto zagląda tu wyłącznie z dziewiarskiej ciekawości, w końcu się doczeka :) Tankowanie przy nadbrzeżu było również dla mnie ekscytujące, bo nigdy wcześniej w takim manewrze nie uczestniczyłam.
Udało się bez problemów i popłynęliśmy do miasteczka Skradin. Miasteczko polubiłam od pierwszego wejrzenia. Śliczna i bardzo malowniczo położona marina. Było bardzo nastrojowo szczególnie wieczorem, bo akurat tej nocy była pełnia księżyca, a w knajpce na nadbrzeżu kwartecik grał całkiem nieźle standardy jazzowe.
Ale zanim zapadł wieczór udaliśmy się na wycieczkę w celu zobaczenia słynnych wodospadów. Nam nie chciało się czekać w bardzo długiej kolejce na prom, więc wypożyczyliśmy rowery i tak właśnie udaliśmy się do oddalonego o jakieś 4 km od miasteczka parku narodowego. Była to doskonała decyzja, bo nie dość, że zażyliśmy trochę ruchu, to jeszcze otoczenie było przepiękne. Można się było w każdej chwili zatrzymać i podziwiać naprawdę piękne widoki. No i droga był zacieniona, więc w końcu nie smażyliśmy się na słońcu :)
A teraz o celu... Chyba nie ma sensu mówić, że wodospady są zjawiskowe. To po prostu cud natury, wart z pewnością zobaczenia, chociaż... W pierwszym momencie zwątpiłam, gdy zobaczyłam tłumy turystów, którzy przybyli tam po to samo, co i ja niestety. Dramat. Kłębiąca się kolejka do kładki, którą wchodzi się z kąpieliska do parku.
Staliśmy tam w strasznym ścisku chyba z 20 minut. Naprawdę odbiera to, przynajmniej mi, ochotę na zwiedzanie. Marek mnie uprzedzał, ale po pierwsze mu trochę nie wierzyłam, bo on ogólnie nie lubi zwiedzać i myślałam, że przesadza, a po drugie sam stwierdził, że teraz było gorzej, niż kiedy on tam był kilkanaście lat temu. Jednak jakoś przez to przebrnęliśmy. Mimo wszystko udało mi się zauważyć piękno, jakie mnie otaczało, choć chwilami miałam szczerą ochotę stamtąd uciec.
![]() |
| Uwielbiam to zdjęcie! wyglądam jakbym stała przed fototapetą :) |
Moja rada dla tych, co chcą porozkoszować się pięknem wodospadów Krka - nie płynąć promem tylko wypożyczyć rower i celować ze zwiedzaniem tak, by być po odpłynięciu ostatniego promu. Kiedy ja poszłam poszwędać się po miasteczku, Marek jeszcze raz wrócił rowerem do wodospadów i opowiadał, że koło 18 nie było tam już prawie wcale ludzi i było świetnie. Sam park jest czynny do godziny 20, a bilet kosztuje 150 kun.
Na stronie parku narodowego można zobaczyć prezentację panoramiczną, ale moim zdaniem nie oddaje ona w pełni urody tego miejsca. Za to nie ma na zdjęciach tych tłumów!
Miasteczko wieczorem było naprawdę urokliwe, zabłądzić w nim raczej nie można, bo to dosłownie kilka ulic na krzyż.
Miasteczko wieczorem było naprawdę urokliwe, zabłądzić w nim raczej nie można, bo to dosłownie kilka ulic na krzyż.


















