wtorek, 14 sierpnia 2018

O książkach

Żar się z nieba leje tego lata, włóczka się do paluszków przykleja, więc i tempo dziergania spada. Co oczywiście nie oznacza, że porzuciłam swoją pasję. Powstało kilka nowych rzeczy, ale przy tych temperaturach nie ma takiej opcji, żebym ubrała na siebie sweter i jeszcze pozwoliła uwiecznić to!

Dzisiaj więc będzie mało włóczkowo. Ale trochę jednak tak, okołowłóczkowo :) Bo jak już pisałam kiedyś, bardzo lubię w trakcie robienia na drutach słuchać audiobooków. Czytać jakoś mniej, bo kartki trzeba obracać, książka mi się zamyka i szereg przeszkód się piętrzy. Czytanie to raczej oddzielnie. Dzięki mojej koleżance dowiedziałam się, że należąc do Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu, mam możliwość darmowego korzystania z aplikacji Legimi i dostęp do ogromnej ilości książek oraz audiobooków. Moje godziny pracy trochę mi utrudniają dostęp do biblioteki, ale ta nowoczesna forma po prostu mnie zachwyciła, więc się z Wami dzielę tym. Nie wiem, jak sytuacja wygląda w innych miastach, jeśli wiecie, to podzielcie się w komentarzach. A jeśli chcenie wypróbować aplikację to możecie skorzystać z tego linka KLIK, jeśli nie możecie mieć darmowego dostępu, to są też inne opcje! Szczerze polecam, ja jestem pod wrażeniem!

środa, 18 lipca 2018

Mięciutki :)

Zaglądanie na różnego rodzaju blogi, grupy facebookowe itd. no i oczywiście codzienny kontakt z osobami podzielającymi moją namiętność do wyrobów rąk własnych, skutkuje poczuciem frustracji. Tak, tak. Dobrze czytacie. Powód jest prosty - tak wiele mi się podoba, tak wiele chcę zrobić, a tyle już mam, w gruncie rzeczy nic nie potrzebuję, a jednocześnie nie wyobrażam sobie bezczynności rąk. Czasami myślę, że to już jest jakieś ześwirowanie. Staram się więc ograniczać trochę te bodźce, ale zdarzy się, że człowiek musi, bo inaczej się udusi. Znacie to uczucie?

Jak zobaczyłam szal u Marii, to od razu wiedziałam, że nie ma opcji - taki zrobię! Nie myślałam zbyt długo i zrobiłam... dwa. Pierwszy trafił już do mojej przyjaciółki, jako prezent na szczególną okazję. Zanim poszedł w dobre ręce, zdążyłam mu jeszcze na bardzo szybko zrobić zdjęcia.




Dane techniczne:
Wzór - trudno tu mówić o wzorze, ale "natchnienie" przyszło stąd KLIK
Włóczka - 1 motek jedwabiu Traumseide od Pana Zitrona i 3 motki Lace Lang Yarns
Druty 3,25 - nowe, boskie, drewniane druty LYKKE - bardzo polecam!

Szal jest cudownie lejący, mięciutki. Prawdę mówiąc, mam już drugą wersję, tym razem dla siebie, nie mogłam się oprzeć. Zaraziłam szalem już kilka osób, widziałam go już w innych, przepięknych odmianach. Osobiście bardzo polecam łączyć ten jedwab właśnie z moherkiem z jedwabiem, z którego ja korzystałam, bo choć dość kosztowny, ma cieniutką nitkę (300 m/25 g) i krótki włos, więc nie dominuje nad jedwabiem (sam ma w sobie go całkiem sporo!), a nadaje właśnie tej miłej miękkości. Kolejne wersje z pewnością pokażę :)

czwartek, 28 czerwca 2018

Błękit Matisse'a

Od trzech tygodni zbieram się, żeby podzielić się wspomnieniami z krótkiego wypadu do Bretanii. Mam już przygotowaną mniej więcej połowę posta, ale jest on długi i pełen zdjęć, opisów i dygresji, więc niestety musi swoje odczekać. 

Żeby jednak tak całkiem bloga nie pozostawić postanowiłam wrzucić przynajmniej część bardziej dziewiarską. Bo będąc w Camaret-sur-Mer udało mi się zrobić kilka fotek czapki zrobionej... zimą. Tak, tak. Mam sporo udziergów, które czekają na swój moment. Czapka się doczekała :) Rok temu we Francji prezentowałam Niebo Impresjonistów, tym razem Błękit Matisse'a, pozostając w malarskich klimatach :)






Dane techniczne:
wzór Hani Maciejewskiej Hallis, włóczka Rios w obłędnym kolorze Matisse Blue, druty r. 3,5
Kolor włóczki przyciągnął moje oczy jak magnes. W zamiarach był sweter, ale jednak stwierdziłam, że przy moich preferencjach kolorystycznych, to troszkę za dużo. Ale jako dodatek jest boski! Koleżanki też mierzyły i zgodnie stwierdziły, że muszą mieć, bo twarzowa czapka wyjątkowo.

Camaret-sur-Mer to malutka miejscowość, pięknie położona, bardzo malownicza. Niestety akurat tego dnia pogoda była raczej paskudna, zero błękitnego nieba, czy morza. Dosyć szaro, deszczowo i ponuro. Ale jakoś dałam radę cyknąć kilka fotek.






Najbardziej rzucającym się w oczy zabytkowym budynkiem jest niewielki kościółek Notre Dame de Rocamadour. Początki tego miejsca kultu sięgają XII wieku, ale obecna budowla to wiek XVI, przy czym sam budynek uległ częściowemu zniszczeniu podczas pożaru i był odbudowany na początku XX w. Ciekawostką jest to, że nazwa kościoła wbrew pozorom nie nawiązuje do miasteczka Rocamadour, leżącego na szlaku pielrzymek do Santiago de Compostela, ale jest grą słów celtyckich i znaczy "skała między wodami". Doczytałam to oczywiście po powrocie do domu. 
Wystrój wnętrza zdecydowanie nawiązuje do charakteru miasteczka portowego. Odbiega od naszych świątyń.




Innym zabytkiem jest Tour Vauban, wieża obronna wpisana na listę zabytków UNESCO. Powiem szczerze, że nie zwróciłam na nią większej uwagi, bo dużo bardziej podobało mi się po prostu wszystko to, co było na zewnątrz. W tym przypadku również dopiero po powrocie doczytałam, że jest to taki zabytek, ma ciekawą konstrukcję itd. Jeśli kiedyś tam pojedziecie, to już będziecie wiedzieć, że warto się jej bliżej przyglądnąć. Mam wrażenie, że była zamknięta i nie można było jej zwiedzać.


Najbardziej w Camaret podobały mi się stare, nieużywane łodzie. Dodają moim zdaniem niezwykłego klimatu, wyglądają niczym z jakichś pirackich filmów. 



Wiało, więc czapka się przydała także podczas posiłku jedzonego na zewnątrz. Oczywiście bretońskie naleśniki, a tuż obok żebrzące w dość głośny sposób o jakiś kęs mewy, które były bardzo oburzone, że samochody im przeszkadzają. W końcu to one tu rządzą!




A po powrocie z wycieczki, przy okazji wizyty u fryzjera, znalazłam w jednym z babskich czasopism takie zdjęcie :) Cóż, ma się to wyczucie czasu :)

niedziela, 6 maja 2018

Kolejny ZickZack

Jednym z najbardziej popularnych postów (wg statystyk) jest ten, w którym pokazałam szal z Mille Colori Baby KLIK. To także jeden z moich ulubionych szali, więc postanowiłam go powtórzyć w  innej wersji. 
Zrobiłam go jeszcze jesienią, kolory też ma takie raczej mało wiosenne, ale co z tego? Zawsze jest dobra pora, żeby podzielić się tym, co wydziergałam :)



Kiedy na półkach pojawił się kolor 075 nie mogłam mu się oprzeć. To było... ponad 4 lata temu. Poprzednią wersję tego szala pokazałam również 4 lata temu :) Bardzo się z tą włóczką polubiłam i tym razem miał być sweterek jakiś, ale nie mogłam się zdecydować jaki. Później specjalnie kupiłam wzór na chustę, która mnie zauroczyła i w dodatku była z dokładnie tej samej włóczki. Niestety kiedy zaczęłam robić, szybko stwierdziłam, że to nie moja bajka. Chciałam jednak innego efektu. Dlatego właśnie sięgnęłam po wypróbowany, bezproblemowy i z pozoru nudny wzór. Tym razem przerabiałam na zmianę Mille Colori Baby i alpakę, wyrabiając resztki z Filcolany, a później uzupełniając tą z Dropsa, w szalu różnicy nie widać, bo mają tę samą grubość. 


Ten wzór jest banalny, telewizyjny zdecydowanie - nabiera się wielokrotność 12 oczek, a następnie przerabia w każdym rzędzie, niezależnie od strony robótki, 5 oczek prawych, dwa oczka razem na prawo (k2tog), 4 oczka prawe, 2 oczka z jednego (kfb)  tak powtarzać aż do końca rzędu. Kolor włóczki zmieniałam co dwa rzędy. Tyle w temacie. Więcej inspiracji kolorystycznych znajdziecie na Ravelry, gdzie oryginalnie opisany jest ten szal. Myślę, że to m.in dobre rozwiązanie na pozbycie się resztek włóczek, bo można się naprawdę pobawić kolorami. A przy okazji stworzyć coś ciekawego.

środa, 2 maja 2018

U prząśniczki :)

Jak dobrze mieć kilka dni wolnych! Miałam plany bardzo ambitnie domowe czyli mycie okien, przegląd szafy, usuwanie zbędnych zalegających przedmiotów i inne równie fascynujące rzeczy. Plany stały się tym bardziej nieatrakcyjne, że dostałam propozycję spędzenia dnia w ogródku, w dodatku w przemiłym towarzystwie, równie zakręconym jak ja :) Padło pytanie "jedziemy?" i wahałam się ok... 5 min :) 

Marzanka zaprezentowała możliwości swojego kołowrotka Sonata Kromski. Powiem tak - nawet nie próbowałam, bo się bałam, że mi się nie daj Boże spodoba! Kolejnych pasji już nie chcę, wystarczą mi te posiadane, a i tak nie mam na nie tyle czasu, ile bym chciała. Jednak z wielką przyjemnością obserwowałam powstawanie nitki z kłębuszka czesanki!





Kawa, świeża drożdżówka, druty i przemiłe towarzystwo - tak należy spędzać święto pracy :)

Przy okazji poprosiłam Magdę o zrobienie zdjęć mojej bluzki z Sol Color, zrobionej ze dwa lata temu. Jakoś się nie doczekała wcześniej zdjęć. Bluzka prosta, robiona z głowy, metodą na C, wykończona i-cordem przy rękawach i na dole. Niewiele więcej można o niej napisać, bo nawet  nie pamiętam na jakich drutach robiłam, ani ile włóczki zużyłam (chyba 5 x 50g). Ostatni moteczek kupowałam w Niemczech, bo tak się grzebałam, aż ten kolor przestali produkować... Co u mnie jest już chyba tradycją :) Zawsze trafiam na ostatki!



Uprzędziona przez Marzankę włóczka, jak widać pasuje mi niezwykle :) Wcale nie planowałam tego, a był też "dziewiarski pazur" pod kolor, a jakże!




Na wyraźne życzenie autorki zdjęć zamieszczam i to, które choć nieostre (nie zmieniłam przysłony!) jest poniekąd dowodem, że bawiłyśmy się nieźle!



Dziewczyny, dziękuję za przemiły dzień! Koniecznie trzeba powtórzyć!

Dodam jeszcze, że wspólnie spędzone popołudnie zaowocowało spruciem lnianego swetra, który tym samym został spruty... trzeci raz. Mam nadzieję, że ostatni.


środa, 18 kwietnia 2018

Marte!

W ostatnim poście pokazałam fragment robótki, która kolorystycznie nawiązywała do farbowanych cebulą wielkanocnych jajek. Ale w tej włóczce kolorów jest znacznie więcej, bo to przepiękna mieszanka brązów, rudości, fioletów i popieli. Czyli Mechita w kolorze Marte. Włóczka ta jest bardziej podatna na mechacenie przez swój słaby skręt, ale ze względu na jej sposób przyjmowania kolorów jest jedną z moich ulubionych. Sweter w kolorze Storm już pokazywałam, noszę go często i dramatu nie ma. Jest miękka, pięknie się układa. Cud, miód i orzeszki! 



Powiem szczerze, że moteczki długo leżały w pudełku, bo choć od początku wiedziałam, że będzie z nich sweter, to nie do końca wiedziałam jaki. Ostatecznie jak zwykle zwyciężyła prostota, bo stwierdziłam, że wszelkie wzorki czy ażurki po prostu zginą przy tej mnogości kolorów i nie ma sensu kombinować. Jedyną ozdobą swetra stały się więc nieco inne niż typowe ściągacze i wypracowana starannie linia dekoltu. 
Motywacją do zrobienia swetra stały się... kolczyki. Choć bardzo rzadko noszę większe i wiszące, to tym nie mogłam się oprzeć. Zrobione przez moją znajomą z czasów licealnych, stały się jednymi z ulubionych, no i pasują idealnie.



Dane techniczne:
Włóczka Malabrigo Mechita Marte, zużyłam trzy motki.
Druty HH 2,75
Wzór - bez konkretnego wzoru :) Robiłam od góry, nie taliowałam go, a wręcz przeciwnie sweter jest delikatnie rozszerzany ku dołowi. Ściągacze robiłam przerabiając na zmianę rządek oczek przekręcanych 1prawe/1 lewe, a następnie jeden rządek oczek prawych. Dekolt modelowałam rzędami skróconymi i wykończyłam pliską łapaną z dwóch stron dzianiny oraz takim samym ściągaczem jak przy mankietach i na dole. Na bokach swetra i w rękawach są markowane szwy z przekręconego oczka lewego.

Choć zazwyczaj jestem krytyczna w stosunku do moich dzianin, ta jest dokładnie taka, jaka miała być. Podoba mi się w niej wszystko! Aż mi było przez chwilę szkoda, że robi się ciepło, więc pewnie nie ponoszę go teraz za często :) 



niedziela, 8 kwietnia 2018

Naturalne barwienie

Lubię dzielić się wiedzą, ale też lubię się uczyć. Zresztą bez jednego nie ma drugiego. Mam to szczęście, że tuż koło mojego domu jest takie fajne miejsce, gdzie organizowane są różne kreatywne zajęcia i dałam się skusić, a właściwie to kusić mnie nie trzeba było, na warsztaty barwierskie. Tak, tak, na warsztaty o barwieniu tkanin, ale nie byle jakim, bo barwieniu naturalnymi barwnikami. Prowadzącą była Ola Richert, artystka zajmująca się tkaniną unikatową, bardzo miła, młoda osoba, entuzjastycznie i z pasją opowiadająca o rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Niby wiadomo, że ludzie od tysiącleci jakoś farbowali tkaniny, ale czym i jak, to jakoś się specjalnie nie interesowałam. Oczywiście w czasie takich krótkich warsztatów nie ma możliwości poznania tematu, ale ziarenko zasiane i człowiek zaciekawiony :) Każdy z nas pewnie farbował jajka na Wielkanoc w łupinach od cebuli, ale jakoś nie pomyślałam, że tkaninę też można tak zabarwić i oczywiście cebula była do tego wykorzystywana. Do głowy mi nie przyszło nawet przez chwilę, że można barwić w pokrzywach, w kapuście, w liściach brzozy... i oczywiście wielu, wielu innych naturalnych rzeczach. 

Czy uwierzycie, że ta tkanina jest pofarbowana pestką awokado?
Tkaniny różnie przyjmują barwnik, inaczej w tej samej kąpieli zabarwi się len, a inaczej jedwab. I praktycznie nigdy nie uzyska się identycznego koloru. Taka magia!




W trakcie warsztatów barwiłyśmy liśćmi brzozy, dzięki którym uzyskuje się taki piękny żółtobrązowy kolor.  A te piękne fiolety na zdjęciach poniżej to drzewo kempeszowe, o którym nawet nie słyszałam, bo to całkiem dla nas egzotyczny surowiec, pochodzący z Ameryki Środkowej.



Istotne są też dodatki innych składników jak ałun czy siarczan żelaza. Tak więc troszkę chemii się jednak przydaje, ale to także taka "naturalna chemia", zresztą wszystko jest w końcu chemią, jakby na to nie patrzeć.



W wielkich garach przygotowana została kąpiel barwierska, w której niczym wytrawne czarownice przygotowywałyśmy nasze tkaniny.Wcześniej były odpowiednio wiązane, zszywane, upinane itd., żeby uzyskać na nich wzory. Te wzory to także niespodzianka, której nie można powtórzyć.



 

Zabawa była przednia, towarzystwo sympatyczne bardzo, atmosfera gorąca, bo każda z nas była tej produkcji ciekawa. Zrobiłam torbę :), w której już noszę włóczki oraz taką bladożółtoszarą kompozycję, z której pewnie jakąś serwetkę zrobię.



Organizatorem warsztatów była Natura Rzeczy.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyślała o wykorzystaniu naturalnych barwników roślinnych do farbowania włóczki. Jednak pracochłonność samego procesu pozyskiwania barwnika, np. ilość liści brzozy jaka byłaby potrzebna do zafarbowania choćby kłębuszka, skutecznie mnie od tego pomysłu odwodzi :) Jeśli więc kiedykolwiek pomyślę o farbowaniu, to chyba jednak będą to gotowe produkty. 

Czy ta włóczka, którą aktualnie mam na drutach nie przypomina do złudzenia koloru jajeczka, które było w koszyczku wielkanocnym?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret biżuteria Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho cascade yarns champagne chevron chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos mechita merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata podróże powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach Sock soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie tutorial Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Wilno włóczka na szal wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie ZickZack zitron

Translate