środa, 18 kwietnia 2018

Marte!

W ostatnim poście pokazałam fragment robótki, która kolorystycznie nawiązywała do farbowanych cebulą wielkanocnych jajek. Ale w tej włóczce kolorów jest znacznie więcej, bo to przepiękna mieszanka brązów, rudości, fioletów i popieli. Czyli Mechita w kolorze Marte. Włóczka ta jest bardziej podatna na mechacenie przez swój słaby skręt, ale ze względu na jej sposób przyjmowania kolorów jest jedną z moich ulubionych. Sweter w kolorze Storm już pokazywałam, noszę go często i dramatu nie ma. Jest miękka, pięknie się układa. Cud, miód i orzeszki! 



Powiem szczerze, że moteczki długo leżały w pudełku, bo choć od początku wiedziałam, że będzie z nich sweter, to nie do końca wiedziałam jaki. Ostatecznie jak zwykle zwyciężyła prostota, bo stwierdziłam, że wszelkie wzorki czy ażurki po prostu zginą przy tej mnogości kolorów i nie ma sensu kombinować. Jedyną ozdobą swetra stały się więc nieco inne niż typowe ściągacze i wypracowana starannie linia dekoltu. 
Motywacją do zrobienia swetra stały się... kolczyki. Choć bardzo rzadko noszę większe i wiszące, to tym nie mogłam się oprzeć. Zrobione przez moją znajomą z czasów licealnych, stały się jednymi z ulubionych, no i pasują idealnie.



Dane techniczne:
Włóczka Malabrigo Mechita Marte, zużyłam trzy motki.
Druty HH 2,75
Wzór - bez konkretnego wzoru :) Robiłam od góry, nie taliowałam go, a wręcz przeciwnie sweter jest delikatnie rozszerzany ku dołowi. Ściągacze robiłam przerabiając na zmianę rządek oczek przekręcanych 1prawe/1 lewe, a następnie jeden rządek oczek prawych. Dekolt modelowałam rzędami skróconymi i wykończyłam pliską łapaną z dwóch stron dzianiny oraz takim samym ściągaczem jak przy mankietach i na dole. Na bokach swetra i w rękawach są markowane szwy z przekręconego oczka lewego.

Choć zazwyczaj jestem krytyczna w stosunku do moich dzianin, ta jest dokładnie taka, jaka miała być. Podoba mi się w niej wszystko! Aż mi było przez chwilę szkoda, że robi się ciepło, więc pewnie nie ponoszę go teraz za często :) 



niedziela, 8 kwietnia 2018

Naturalne barwienie

Lubię dzielić się wiedzą, ale też lubię się uczyć. Zresztą bez jednego nie ma drugiego. Mam to szczęście, że tuż koło mojego domu jest takie fajne miejsce, gdzie organizowane są różne kreatywne zajęcia i dałam się skusić, a właściwie to kusić mnie nie trzeba było, na warsztaty barwierskie. Tak, tak, na warsztaty o barwieniu tkanin, ale nie byle jakim, bo barwieniu naturalnymi barwnikami. Prowadzącą była Ola Richert, artystka zajmująca się tkaniną unikatową, bardzo miła, młoda osoba, entuzjastycznie i z pasją opowiadająca o rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Niby wiadomo, że ludzie od tysiącleci jakoś farbowali tkaniny, ale czym i jak, to jakoś się specjalnie nie interesowałam. Oczywiście w czasie takich krótkich warsztatów nie ma możliwości poznania tematu, ale ziarenko zasiane i człowiek zaciekawiony :) Każdy z nas pewnie farbował jajka na Wielkanoc w łupinach od cebuli, ale jakoś nie pomyślałam, że tkaninę też można tak zabarwić i oczywiście cebula była do tego wykorzystywana. Do głowy mi nie przyszło nawet przez chwilę, że można barwić w pokrzywach, w kapuście, w liściach brzozy... i oczywiście wielu, wielu innych naturalnych rzeczach. 

Czy uwierzycie, że ta tkanina jest pofarbowana pestką awokado?
Tkaniny różnie przyjmują barwnik, inaczej w tej samej kąpieli zabarwi się len, a inaczej jedwab. I praktycznie nigdy nie uzyska się identycznego koloru. Taka magia!




W trakcie warsztatów barwiłyśmy liśćmi brzozy, dzięki którym uzyskuje się taki piękny żółtobrązowy kolor.  A te piękne fiolety na zdjęciach poniżej to drzewo kempeszowe, o którym nawet nie słyszałam, bo to całkiem dla nas egzotyczny surowiec, pochodzący z Ameryki Środkowej.



Istotne są też dodatki innych składników jak ałun czy siarczan żelaza. Tak więc troszkę chemii się jednak przydaje, ale to także taka "naturalna chemia", zresztą wszystko jest w końcu chemią, jakby na to nie patrzeć.



W wielkich garach przygotowana została kąpiel barwierska, w której niczym wytrawne czarownice przygotowywałyśmy nasze tkaniny.Wcześniej były odpowiednio wiązane, zszywane, upinane itd., żeby uzyskać na nich wzory. Te wzory to także niespodzianka, której nie można powtórzyć.



 

Zabawa była przednia, towarzystwo sympatyczne bardzo, atmosfera gorąca, bo każda z nas była tej produkcji ciekawa. Zrobiłam torbę :), w której już noszę włóczki oraz taką bladożółtoszarą kompozycję, z której pewnie jakąś serwetkę zrobię.



Organizatorem warsztatów była Natura Rzeczy.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pomyślała o wykorzystaniu naturalnych barwników roślinnych do farbowania włóczki. Jednak pracochłonność samego procesu pozyskiwania barwnika, np. ilość liści brzozy jaka byłaby potrzebna do zafarbowania choćby kłębuszka, skutecznie mnie od tego pomysłu odwodzi :) Jeśli więc kiedykolwiek pomyślę o farbowaniu, to chyba jednak będą to gotowe produkty. 

Czy ta włóczka, którą aktualnie mam na drutach nie przypomina do złudzenia koloru jajeczka, które było w koszyczku wielkanocnym?


wtorek, 3 kwietnia 2018

Kanał na youtube

Jak pewnie wiele z Was zauważyło utworzyłam swój kanał na Youtube. Zabawę z tym mam niezłą, bo to całkiem co innego jednak niż robienie zdjęć, pisanie, o robieniu na drutach czy szydełku nie wspomnę, bo to całkiem inna bajka :) Sporo się muszę w tej materii jeszcze nauczyć, walczę ze sprzętem, ale to niezła zabawa, a to dla mnie najważniejsze. Mam nadzieję, że zapału starczy mi na dłużej, będę się dzielić z innymi tym, co lubię i w miarę potrafię robić. Nie mam zamiaru przedstawiać podstaw, bo tego jest sporo, a raczej pokazywać moje triki, rzeczy których się nauczyłam, przećwiczyłam i chętnie puszczę w świat. Oczywiście ważny jest dla mnie odzew, bo to daje motywację do tego, by coś robić i rozwijać. Sama wiem, jakiego typu filmiki na youtube lubię oglądać, więc podpatruję i staram się zrobić coś, co będzie dla innych przede wszystkim pomocne, ale i miłe dla oka, nie męczące. Koniecznie dajcie znać, co chcielibyście zobaczyć, w czym mogę pomóc. Weźcie tylko proszę pod uwagę, by nie były to rzeczy zbyt skomplikowane, a raczej nie wymagające bardzo długiego tłumaczenia, bo jednak mam mocne ograniczenia czasowe :) no i przede wszystkim film nie może być zbyt długi i skomplikowany :)

Zapraszam do zobaczenia, jak prosto można zamknąć oczka i zrobić ciekawy brzeg w chuście, którą pokazywałam już na blogu TUTAJ. Wiele osób mnie o to wykończenie pytało, no to proszę bardzo, jest wyjaśnienie :)





poniedziałek, 26 marca 2018

Mozaikowa chusta

Jest! Skończyłam! 
Nie mogłam się od niej oderwać i bardzo chciałam ją pokazać :) 




Dane techniczne:
włóczka: Nord Drops kolory 06 i 03, oba kolory po ok 3,5 motka.
druty 2,75
wzór z książki Crasy Mosaik, Sylvie Rasch.
Wybrałam chustę o nazwie Poseidons Tochter czyli Córka Posejdona :)

W oryginale chusta ta jest zdecydowanie mniejsza, ale ja uwielbiam dzianiny, którymi można się owinąć, otulić i czuć ich ciężar na grzbiecie. Zrobiłam więcej powtórzeń i jakoś się udało wszystko zgrać ze sobą. Muszę też napisać kilka słów o włóczce, która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Jest miła, miękka, bardzo ładnie się układa. Myślę, że jeszcze coś z niej zrobię. 

środa, 21 marca 2018

Summer po raz drugi i pewnie nie ostatni

Jak wiadomo na co dzień otoczona jestem włóczkami, z których czerpię natchnienie i które są moim nieustającym źródłem pokus. Rzadko niezwykle zdarza mi się kupować włóczki "na zewnątrz", ale jednak znajdę czasem coś, czemu nie umiem się oprzeć. Grzebiąc w otchłaniach internetu jakieś 1,5 roku temu znalazłam w sklepie Martin's Lab włóczkę, która na zdjęciu w motku wyglądała tak, że mimo wysokiej dość ceny zamknęłam oczy i nacisnęłam "kup". Mieszanka moheru z jedwabiem była pofarbowana dokładnie w takich kolorach, jakie uwielbiam. A że były akurat moje urodziny... to zrobiłam sobie prezent od siebie dla siebie :) Włóczka okazała się być cieniutka i w próbce nie wyglądała tak, jak się tego spodziewałam. Kolory również nie były już tak piękne, choć nadal mi się bardzo podobały. Powiem szczerze w motku wyglądały obłędnie, w próbce po prostu ładnie. Postanowiłam jednak troszkę moherek "pogrubasić" i przyciemnić, dołączyłam więc jeszcze cieniutką niteczkę merino. I zrobiłam sobie kolejnego Summera, tym razem w wersji bardziej obszernej, otulającej i chętnie noszonej.



Dzięki temu, że robiłam na stosunkowo cienkich drutach i w dodatku nie sam delikatny moher, ale z drugą niteczką, sweter nie jest zbyt prześwitujący i można go nosić nawet na gołe ciało. Jeśli oczywiście komuś nie przeszkadza gilgotanie moherkowych włosków. Mi nie przeszkadza.


Wzór: Summer Ankestrick - nie pamiętam niestety rozmiaru, jaki robiłam. Ponieważ już wiedziałam, jak go robić, nie śledziłam super dokładnie wzoru. Wprowadzałam jakieś swoje modyfikacje, żeby miał oczekiwany przeze mnie kształt i oczywiście ma długie rękawy, co widać :), we wzorze oryginalnym ich nie ma.
Włóczka: 100 g Silky Mohair kolor chyba Black Damme, Martin's Lab + Marino Superwash Campolmi w kolorze chyba 853, w każdym razie taki grafitowo-antracytowy. Moher zużyłam absolutnie do ostatniej niteczki. Z tego co pamiętam, to coś nawet prułam i przerabiałam, żeby na wszystko starczyło, bo sweter mały nie jest.
Druty - oczywiście nie pamiętam, ale chyba około 3 albo 3,25, a może jednak 3,5?

Kolejny raz zachwycam się tym wzorem i jego możliwościami tworzenia własnych wersji. Naprawdę daje pole do popisu. Szczerze polecam kupowanie takich prostych, ale oryginalnych wzorów, bo można dodawać do nich własne elementy - ażur, jakiś wzór, taliować, albo nie - i za każdym razem stworzy się coś innego. Nie ukrywam, że w planach mam też wersję letnią.

Kończę aktualnie chustę mozaikową, więc pewnie niedługo będę się nią bezczelnie chwalić. Już mi się podoba i nie mogę się doczekać końca. Jeśli jesteście czytelnikami mojego bloga i nie chcecie przegapić kolejnego posta, to informuję, że wprowadziłam po prawej stronie w zakładce takie okienko, gdzie można się zapisać na "przypominajkę".


niedziela, 18 marca 2018

Summer po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni

Summer robiłam nomen omen latem. Wzór był w tym czasie bardzo popularny i wiele jego pięknych wersji widziałam. Nie tylko w letnich bluzkach, ale także w wersjach nieco cieplejszych. Bo można go bardzo łatwo zmodyfikować, dodając po prostu rękawy. I ja tak właśnie zrobiłam.


Długo czekał na zdjęcia, bo raz już nawet w Toruniu był fotografowany, ale nie byłam ze zdjęć zadowolona i wolałam poczekać na lepszy moment. A później wszystkie ziemskie sprawy spowodowały, że nie myślałam specjalnie ani o blogu, ani o zdjęciach. Za to teraz ze zdwojoną energią nadrabiam zaległości i możecie się spodziewać prawdziwego wysypu moich dzianin, w tym także kolejnych wersji Summera.




Dane techniczne:
wzór oczywiście Summer, dobrze rozpisany, można go łatwo modyfikować, żeby dopasować do swoich potrzeb. 
włóczka: Mechita Malabrigo w kolorze Storm, 3 motki. Włóczka miękka, cudowna w robieniu, pięknie nasycona kolorami. Troszkę się mechaci, co widać pewnie na zdjęciach, ale też ja tego swetra specjalnie nie oszczędzam, często i chętnie go noszę, bo go uwielbiam :)
Druty rozm. 3

Bardzo mi się podobają wzory ANKESTRiCK, kolejne czekają w kolejce!

Przy okazji obfotografowania Summera zrobiłam zdjęcia moich ukochanych tulipanów. Nie mogę się już doczekać wiosny i corocznej wizyty w Ogrodzie Botanicznym, żeby podziwiać ich przeróżne odmiany.



A dla wytrwałych jeszcze kilka zdjęć, które pokazują, że mój mechitowy summer powstawał w przeróżnych okolicznościach i w bardzo zróżnicowanym towarzystwie.










niedziela, 11 marca 2018

Ścieg mozaikowy - tutorial

Po poprzednim postem wyraziłyście zainteresowanie nową dla mnie techniką ściegu mozaikowego. Tak się on chyba nazywa. Bardzo mnie to cieszy, że odzew był tak duży. Osobiście jestem nim zachwycona, daje dużo możliwości tworzenia własnych wzorów. W bardzo uproszczonej formie już go właściwie stosowałam w jednym z moich sweterków KLIK Lubię rzeczy proste, a ten ścieg taki właśnie jest.


Spodobało mi się kręcenie filmików instruktażowych. Napiszcie mi proszę, czy i Wam taka forma odpowiada. Jakość tej pierwszej mojej produkcji jest niestety nie najlepsza, ale nie chciałam już kombinować, tylko jak najszybciej się nim podzielić. Muszę się jeszcze dużo nauczyć, bo zarówno nagrywanie filmów, jak ich montaż są dla mnie absolutną nowością. Mam nadzieję, że mi wybaczycie wszystkie niedociągnięcia, popracuję nad tym, bo lubię się uczyć. Nie tylko nowych wzorów :) Myślę, że filmów będzie więcej, więc zapraszam do subskrybowania mojego kanału. Jak to brzmi! Nie bądźcie dla mnie zbyt krytyczne :), żebym się nie zniechęciła!



Zamieszczam także link do filmu przygotowanego przez autorkę książki, jakość jest zdecydowanie lepsza, ale oczywiście w niemieckiej wersji językowej. Sądzę, że po oglądnięciu obu, będziecie wiedziały już wszystko. Tutaj jest link KLIK.

Jak skończę chustę, to opiszę dokładniej szczegóły jej wykonania, bo sama jeszcze się uczę :) 

sobota, 10 marca 2018

Dzień kobiet :)

Niby nie taki istotny, niby się troszkę buntujemy, że to raz w roku, że wielki mi halo. A jednak pewnie każda z nas lubi zostać w tym dniu obdarowana kwiatami. Ja także zostałam obdarowana :) oczywiście ukochanymi tulipanami, oczywiście przez ukochanego mężczyznę, więc było mi bardzo miło. Ale dostałam także całkiem niespodziewany prezent, niekoniecznie z okazji dnia kobiet, ale za to od kobiety. 

Kiedy Pani Łucja weszła do sklepu, byłam akurat zajęta, ale kątem oka od razu dostrzegłam na jej ramionach piękną chustę i zaczęłam się zastanawiać, jak jest zrobiona. Nie przypuszczałam nawet, że odpowiedź na moją zagwozdkę przyjdzie szybko i będzie taka przyjemna. Pani Łucja mieszka w Niemczech, więc rzadko mnie odwiedza, ale zawsze są to bardzo miłe odwiedziny, bo mojego bloga zna i chyba lubi :) I przywiozła tym razem specjalnie dla mnie książkę, której nie znałam. Fakt, że o mnie pomyślała już sam w sobie jest niesamowicie miły i sprawił mi ogromną radość. Do tego książka pokazuje technikę, której wcześniej nie znałam, bardzo właściwie prostą, szybko ją pojęłam i będę się nią dzielić. Bo takie było życzenie Pani Łucji - ja mam wypróbować i rozpowszechnić. Co niniejszym zaczynam robić. 


Choć na drutach mam aktualnie całkiem już zaawansowaną inną robótkę, nie mogłam się powstrzymać od wypróbowania nowej dla mnie rzeczy. Pogrzebałam też trochę w internecie i z wielkim zadowoleniem stwierdziłam, że otworzyło się przede mną morze nowych możliwości. 


Technika jest w sumie prosta, logiczna i chętnie zrobię o niej tutorial. Zdecydowanie to łatwiejsze od żakardów, a efekt też atrakcyjny niezwykle. Ostrzegam jednak lojalnie - strasznie to wciąga! Dzisiaj  mam wolny dzień i wiadomo, porządki i inne domowe sprawy, a ja co chwilę przysiadam, żeby choć ze cztery rządki przerobić...


Książka jest po niemiecku, nic a nic nie rozumiem, ale na szczęście schematy potrafię czytać i szybko załapałam, o co chodzi. Psiak na okładce też super!

Pani Łucji jeszcze raz serdecznie dziękuję, a do moich czytelniczek i czytelników mam pytanie, czy chcecie, żebym dokładnie wyjaśniła jak się to robi?

środa, 28 lutego 2018

Zimno!!!

Zimno się zrobiło! W końcu zima jest, to co się dziwić. Jakoś się jednak przyzwyczailiśmy, że nie ma mrozów i jak temperatura trochę spadnie, to od razu katastrofa. Ale to dobry moment, żeby wyciągnąć z szafy ciepłe ciuszki - swetry, czapki, szale itd. Doszłam do wniosku, że najbardziej marzną mi nogi więc muszę dla siebie ciepłe skarpety zrobić, bo na razie to robiłam głównie dla innych.

Mam za to sporo szali i chust, bo te chyba najbardziej lubię robić. No i na szybko zrobiłam kolejną chustę, cieplutką i w sam raz, żeby plecy otulić, kiedy jestem w pracy.


  


Chustę zrobiłam w ekspresowym iście tempie, oczywiście wykorzystując do niej włóczki z zapasów, ale... muszę się przyznać, że po to, by zutylizować zapasy musiałam też dokupić główną włóczkę... Taka oszczędność, psia kość.


Dane techniczne:
Wzór - bez wzoru, bo to najprostsza chusta robiona francuzem, a jej jedyną ozdobą jest ozdobne zamknięcie oczek, jakie sobie wymyśliłam. Pewnie ktoś wymyślił to wcześniej, bo w dziewiarstwie moim zdaniem niewiele nowego pod słońcem :)
Włóczka - zużyłam 3 motki Sock Dream z e-dziewiarki, czyli pełne dwa motki szarości i odrobinę limonki z trzeciego motka. To co mi zostało pewnie przerobię na skarpetki. Połączyłam tę włóczkę z moherem zalegającym na mojej półce od kilku lat, o nazwie bodajże Reina z firmy Lanas Stop. Niezbyt fajny ten moher, strasznie zostawia nitki i ma lekko sztuczny połysk. Dlatego uznałam, że najlepiej go z czymś połączyć. Do limonkowej skarpetówki dołączyłam natomiast cudny moher od Pana Zitrona czyli Mohair Extra Klasse. Niestety tego koloru już nie ma. 
Druty HH 3,5.

Zrobiłam też w ostatnim czasie sweter. Cały! Wyprałam i stwierdziłam, że mi się nie pododa. No to go sprułam i robię teraz z prutej, pokarbowanej włóczki, co nie jest przyjemne. Mam jednak silne postanowienie zużycia przynajmniej części zapasów. Choć jak widać na powyższym obrazku, czasami żeby zużyć jedną włóczkę, trzeba dokupić dwie inne... Taki los!

niedziela, 25 lutego 2018

Świętowania ciąg dalszy :)



Pierwszy raz posłużyłam się filmem, bo chciałam uwiecznić moment losowania. Pewnie nie jest perfekcyjnie, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie :)

A prezenty trafią do komentarzy 31. Anna,  40. anja1513 i 12. Waroczka. Bardzo proszę o podanie w mailu adresu! Mam nadzieję, że prezenty trafione i sprawią Wam tyle przyjemności, co mi ta miła okazja :)

sobota, 17 lutego 2018

Milion na koncie!

Wprawdzie to nie milion dolarów, ani nawet złotych, ale milion wejść mam na mojego bloga :)
Cudownie się z tym czuję, bardzo dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili czyli Wam, moi drodzy czytelnicy!



Żeby się podzielić moją radością postanowiłam zrobić także niespodziankę Wam. Spośród osób, które skomentują ten post, są obserwatorami mojego bloga na google i strony na fb, wylosuję trzy i te osoby dostaną ode mnie prezenty-niespodzianki, jak się nietrudno domyśleć, związane z tematyką bloga :) Losowanie 25.02 :)


piątek, 16 lutego 2018

Cierpliwe włóczki

Przez ten czas, kiedy nie było mnie na blogu oczywiście nie próżnowałam i mam sporo rzeczy, których nie pokazywałam. Sprawia mi znowu frajdę blogowanie, to pewnie sporo nowych postów będzie. No to do roboty!


Jakieś chyba już 6 lat temu kupiłam na portalu aukcyjnym mohair na szpuli. Nie umiałam wtedy ocenić wydajności włóczki, nic mi nie mówiły przeliczniki typu ilość metrów na 100 g. Dlatego nie do końca wiedziałam co kupuję, choć w zamiarze był cieniutki moher na śłubne szale, które zamierzałam robić na sprzedaż. Moherek przyszedł, jego cienkość i ilość na szpuli mnie przeraziła,  zrobiłam próbkę, zawinęłam szpulę w folię, w którą była zapakowana i wsadziłam do garderoby. Przekładałam ją co jakiś czas z miejsca na miejsce, bo dość nieporęczna jest. No i miałam spory wyrzut sumienia, choć nie finansowy, bo zapłaciłam grosze. No może nie grosze, ale mało bardzo.

Ze 3 lata temu kupiłam też kilka precelków merino z ISPE, cieniutkich i w dobrej cenie, bo zestawienie - "merino w dobrej cenie" podziałało na mnie. Mam nawet kilka kolorów :) No i leżało, przekładałam z miejsca na miejsce (już było coś o tym?), z pudełka do woreczka, z woreczka do pojemnika...

Przyszedł dzień, kiedy postanowiłam rozprawić się z tymi wszystkimi włóczkami, które kupiłam dawno i które mi się podobają, skoro się ich nie pozbyłam. Bo zawsze kupię coś nowego, a te stare leżą, czekają i tylko mnie denerwują od czasu do czasu.

Oświeciło mnie któregoś wieczoru i wpadłam na niecałkiem genialny pomysł, żeby połączyć ten moherek z czymś. Ponieważ lubię bardzo wszystkie melanże typu pieprz i sól, wybór padł właśnie na cienkiego merynosa. Bingo! Spodobało mi się bardzo, więc się wzięłam do roboty. Stwierdziłam, że choć nie przepadam za rozpinanymi swetrami, to pewnie dlatego mam ich mało, a przydałby się taki obszerny, wygodny i otulający. No i taki sobie zrobiłam :)


Pomimo tego, że to morze oczek prawych, to stosunkowo szybko go zrobiłam, pozszywałam i... odłożyłam w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. W międzyczasie różne inne rzeczy zrobiłam, w tym pokazywany w poprzednim poście sweter, a ten leżał i czekał, tak jak czekały włóczki, z których go zrobiłam. W końcu się zmobilizowałam, wyprałam go i ubrałam do pracy, bo tu mam z kim skonsultować wyrób - fajny czy nie. Bo Pan Niemąż moher skreśla z gruntu!


Wpadło wczoraj do sklepu kilka takich klientek, które mogłam zapytać wprost, co sądzą o nowym swetrze i czy nie wyglądam w nim jak kupa siana, bo moher nie ujmuje objętości raczej. Zdania były takie same, fajny jest, więc się odważyłam światu pokazać.



Danych technicznych niewiele, bo wzór z głowy, włóczka częściowo nieokreślona, ale na oko to moher z wełną, strasznie cienki pewnie z 250-300 m/25 g. O dziwo bardzo mało kłaczy, bo tego się obawiałam, jako że ja głównie w ciemnych, powiedzy to otwarcie, czarnych rzeczach, chodzę. Robiłam podwójną nitką, z jedną nitką cieniutkiego merino w kolorze antracytowym. Podobne znajdziecie TUTAJ TUTAJ i TUTAJ.
Druty 3,5, bo to nie miał być sweter dziurawy i nie jest. No i zszywany, zarówno na korpusie, jak i na rękawach.



Zadowolona jestem, że mi trochę zapasów ubywa, choć akurat w tym przypadku, ta wielka szpula nie zmniejszyła się zanadto. Mam tego jeszcze z pół kilo, więc chyba rzeczywiście szale jakieś zrobię...

Skojarzyło mi się, bo znowu oczywiście na zdjęciach jestem z telefonem w dłoni, że chciałam polecić film, który ostatnio oglądałam. Robiąc ofkors na drutach :) Film jest włoski (jak obie włóczki wykorzystane w prezentowanym wyżej swetrze), czyli odmienny od amerykańskiego kina. Zdecydowanie kameralny i... obejrzycie, jeśli tylko będzie mieli okazję, a zrozumiecie dlaczego mi się z tym telefonem w dłoni skojarzył :) Tytuł "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", a w postać jednej z bohaterek wcieliła się nasza rodaczka, śliczna Kasia Smutniak.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret biżuteria Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho cascade yarns champagne chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos mechita merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata podróże powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach Sock soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie tutorial Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Wilno włóczka na szal wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie zitron

Translate