poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Moje wielkie chorwackie wakacje czyli 300 mil morskich podróży

No i po wakacjach...

Było pięknie. O Chorwacji słyszałam już wiele, w końcu i ja zobaczyłam ją na własne oczy. Mniej z lądu, więcej z morza. Tak jak w tytule napisałam, przepłynęliśmy ponad 300 mil morskich. Jak już ogarnę rzeczywistość, to może jakąś mapkę przygotuję i pokażę, bo sama dla siebie chcę to zrobić.
Mam sporo zdjęć, ale czekają na opracowanie, więc chwilkę mi to zajmie.

Choć wyłączyłam się psychicznie od spraw domowo-zawodowych, to oczywiście nie porzuciłam swojej pasji. Dziergałam kiedy i gdzie się dało, efektywnie, więc niedługo będę się chwalić.




piątek, 12 sierpnia 2016

Aria w NFM

W ubiegłą sobotę byłyśmy z Dorotką czyli Knitologiem na koncercie Aleksandry Kurzak w Narodowym Forum Muzyki. Koncert oczywiście w ramach Wrocław Europejska Stolica Kultury 2016. Jak już pisałam wcześniej, imprez różnych sporo, tym razem wybrałyśmy operę. Wielką wielbicielką tego gatunku muzyki była moja ukochana Babcia i to jej zawdzięczam to, że widziałam wiele przedstawień, bo zabierała mnie do opery bardzo często. We Wrocławiu jest piękna Opera, przypominająca z zewnątrz troszkę słynną La Scalę. Poziom muzyczny już pewnie nie ten, ale aż tak się nie znam, więc się nie wypowiem. Faktem jest, że w ciągu ostatnich kilku lat organizowanych było wiele wydarzeń, które popularyzowały przedstawienia operowe - przede wszystkim były to przedstawienia w plenerze, albo w nietypowych miejscach. Byłam na dwóch czy trzech, ale szczerze mówiąc zdecydowanie wolę tradycyjne wyjście do opery. Ma na to niewątpliwie wpływ sama atmosfera wnętrza tego budynku. Piękna sala, przeszklone kuluary, eleganccy panie i panowie. W dzieciństwie mnie to bardzo fascynowało. NFM jest zupełnie inne. Nowoczesne wnętrze, moim zdaniem bardzo ciekawe. Świetna akustyka sali koncertowej. Byłam tam na razie trzy razy i mam nadzieję na więcej.


Sobotni koncert w NFM podobał mi się. Aleksandra Kurzak wystąpiła z Roberto Alagna, który to jest jej mężem, ale co nas to obchodzi :) Pan Alagna śpiewał dobrze, pewnie bardzo dobrze, ale nie miał tego czegoś, co powoduje, że chce się słuchać dalej. Ciarków na plecach nie było, a jak słucham takiego np. Pavarottiego, to i owszem. Pani Aleksandra Kurzak natomiast "dawała radę", jak mówi młodzież i nie tylko. Ma w sobie dużo wdzięku i to oczywiście ma również znaczenie. No i fakt, że to nasza krajanka, skończyła Akademię Muzyczną we Wrocławiu :). Oczywiście nie byłybyśmy babami, gdybyśmy nie podziwiały jej wyglądu w pierwszej części koncertu. Wyglądała pięknie w czerwonej sukni z białym szalem na ramionach - Dorotka stwierdziła, że "szal to byśmy jej ładniejszy zrobiły", no ale to jakby poza dyskusją. W drugiej części było gorzej, bo suknia taka trochę jakby z imprezy przy basenie. Sorry za szczerość... Ale w końcu poszłyśmy słuchać, a nie patrzeć, choć akurat w przypadku Aleksandry Kurzak jedno i drugie jest przyjemnością. Zdjęcia z koncertu można zobaczyć np. tutaj KLIK. Wieczór był bardzo miły, zarówno koncert, jak i oczywiście towarzystwo :)

Wykorzystałam Dorotkę, po raz kolejny zresztą, do zrobienia zdjęć. Specjalnie na tę okazję ubrałam bluzeczkę z takiej samej włóczki, jak ta z "sesji samochodowej", tyle że w kolorze czarnym. Włóczka o nazwie Aria zdecydowanie na koncert muzyki operowej pasowała :)

W przeszklonym budynku za mną, czyli Narodowym Forum Muzyki, odbija się gmach Opery 

Bluzka jak to ostatnio u mnie prosta zupełnie, ale wykończona u dołu korpusu i rękawów niewielkim ażurem. Z tej włóczki zrobiłam już wcześniej inną bluzkę, której nie nosiłam i nie pokazywałam, bo jakoś jej nie lubiłam. Denerwowało mnie to, że leży w szafie bez sensu, więc ją sprułam i przerobiłam. Nowa odpowiada mi zdecydowanie bardziej, choć nie wiem dlaczego Aria w kolorze czarnym jest jakaś taka sztywniejsza od tej złotej. Nie układa się tak samo, mimo że robiłam również na tych samych drutach czyli na trójkach.

W tle budynek NFM

Przede mną urlop i nie wiem, co mam zabrać do dziergania... pewnie jakiś szal.


piątek, 5 sierpnia 2016

Pochmurny

Mamy półmetek wakacji i zauważyłam, że sporo osób narzeka na pogodę. Nie bardzo to rozumiem, bo dla mnie pogoda jest ok, oczywiście poza dniami, kiedy nie ma czym oddychać i mam wrażenie, że mi mózg paruje. Upałów nie lubię, wolę jak jest chłodniej. W takie odrobinę chłodniejsze dni można też pokazać dzieła rąk własnych. Co z przyjemnością czynię :)


Dane techniczne:
Włóczka bawełniana, tasiemkowa, Scilla z Lane Mondial, zużyłam 5 motków
druty chyba 4 - jak zwykle ten sam problem - robiłam dawno i nie bardzo pamiętam.
Wzór - nie zabijać proszę - bez wzoru, prosto od góry :), z niewielkimi detalami w postaci dziurek przy raglanie i na dole, po markowanych na bokach szwach.

Nosi się świetnie, robi szybko. Z tego co wiem, tego pochmurnego melanżu już nie ma i nie będzie, ale jest sporo kolorów innych i szczerze tę włóczkę polecam.



Zdjęcia zrobiła mi niezastąpiona Knitolog :) Bardzo dziękuję!


Jeśli ktoś ciekawy, to informuję, że dywan rośnie bardzo powoli. Mówiąc szczerze, to gdybym wiedziała, że będzie tak ciężko, to nie zdecydowałabym się na jego robienie. Ale jak się powiedziało "a", to teraz trzeba dalej ten alfabecik kontynuować. Ręka mnie boli poniżej tej poduszeczki, która jest pod kciukiem. Po prostu ją przeciążyłam. Będę więc robić dywan baaaaaardzo długo. Szczerze podziwiam te osoby, które robią tego typu rzeczy zarobkowo i podają termin wykonania np. 14 dni. Choć robię dość szybko, to jednak z pewnością bym nie dała rady przy takiej grubości "włóczki" i drutów.


poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Golden girl

Dywan bardzo powoli, ale przyrasta. Mam chwilami wątpliwości, czy mnie ten pomysł mnie przerośnie :) Powiem szczerze, że nie spodziewałam się, że to jest normalnie fizyczna praca! Zdecydowałam się na robienie całości francuzem, bo dzięki temu dywan będzie dość gruby. Wadą jest jednak to, że jakby wolniej go przybywa, natomiast zapewne sznurka zużyję więcej. Chcę jednak, żeby był taki, jaki sobie wymarzyłam.

W ramach relaksu robię na trójeczkach letni szalik z cieniutkiej Taiyo Lace Noro. Cóż za ulga dla rąk! Ja jednak zdecydowanie lubię małe rozmiary drucików.

Niedzielne popołudnie spędziłam w miłym towarzystwie mojego kolegi, który zabrał mnie na wycieczkę. Nie byle czym!


Zwróćcie uwagę na pasek trzymający klapę silnika - cudo!



Muszę przyznać, że jechało się fantastycznie, wiatr we włosach, uśmiech na ustach. Samochód wzbudzał dużo pozytywnych reakcji, ludzie do nas machali przyjaźnie, niektórzy robili zdjęcia :) Na parkingu, gdzie stanęliśmy obok naprawdę "wypasionych" aut, ten jako jedyny przyciągał uśmiechniętych ludzi. A ja czułam się normalnie jak gwiazda! Niestety nie miałam kapelusza jakiegoś eleganckiego na tę okazję :)



Ja przy okazji zaprezentowałam się w nowej bluzeczce wykonanej z włóczki kupionej, wstyd się przyznać, ze dwa lata temu, albo lepiej. Doczekała się bidulka przerobienia na drutach w rozmiarze 3, a zużyłam chyba 5 motków bawełny Aria w obłędnym kolorze ciemnego złota, którego urody zdjęcie nie oddaje. Robiłam od góry, bez wzoru, jak zwykle prościutko, a jedyną ozdobą są poprzeczne paseczki, które dosyć spowalniały wykonanie całości. Nie mam pojęcia jak ta technika nazywa się po polsku, po angielsku widziałam różne nazwy - Chain Stich, Lateral Braid, Estonian Braid, Vikkel Braid. Generalnie to taki jakby I-cord, ale nie zamykający oczek :) Wiecie o co chodzi? W czeluściach internetu na pewno znajdziecie. Chociażby tutaj KLIK. Fajne, ale pracochłonne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho cascade yarns champagne chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata podróże powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie tutorial Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja włóczka na szal wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie zitron