niedziela, 29 czerwca 2014

Kij w mrowisko czyli o ceny ocenie

Do napisania dzisiejszego posta skłoniła mnie dyskusja, jaka wywiązała się na facebooku w Klubie Ręko-Dzielnych. Została wywołana przez umieszczenie linka do aukcji, na której sprzedawany jest okrągły dywanik zrobiony ręcznie z resztek chyba, na szydełku, o średnicy 100 cm. Cena 34,90...
I rozpętała się wśród rękodzielniczek dyskusja, do której swoje trzy grosze dorzuciłam. Dotyczyła oczywiście ceny za rękodzieło, relacji jakości rękodzieła do ceny, wolności wyboru ceny itd. Temat wyceny rękodzieła zawsze jest włożeniem kija w mrowisko, bo to temat trudny. Jakiś czas temu Yadis na swoim blogu umieściła bardzo fajne wyliczenie, w którym wykazała, że nawet zakładając, że wykonywana praca rąk własnych jest wyceniana przy założeniu, że stawka jest liczona od płacy minimalnej, to wynagrodzenie to będzie zawsze nie takie znowu małe. A niby dlaczego rękodzielniczka ma pracować za płacę minimalną.

Osobiście nie umiem swoich prac wyceniać i miałabym z tym rzeczywiście kłopot. Nie lubię się rozstawać z rzeczami, które zrobię, chyba że są na prezent w swoim założeniu. Wtedy wkładam w nie wiele serca. Zdarzyło mi się robić pojedyncze rzeczy na zamówienie, ale cenę dawałam zawsze dość wysoką, dla niektórych może zaporową, ale zakładałam, że jest to moje wynagrodzenie, a nie zwrot kosztów. Mam zamiar nawet zrobić kilka rzeczy na sprzedaż, czemu nie, jestem o to często pytana. Pomijam świadomie osoby, które żyją z rękodzieła, one pewnie najlepiej wiedzą, jak wyliczać cenę i chętnie bym usłyszała ich opinię. Pomijam również wszystkie sprawy formalne np. podatki itp. bo to zupełnie osobny temat. Wiem, że częściej spotkamy osoby, które traktują rękodzieło jako możliwość dorobienia i dają cenę taką, za jaką z pewnością sprzedadzą swój wyrób. Bo nie chodzi im o robienie na półkę, tylko po to, żeby sprzedać. I tu zaczyna się. Z jednej strony przyznaję, że to indywidualna sprawa, jak ktoś wycenia swoją pracę i teoretycznie nikomu nic do tego. Z drugiej jakoś się we mnie krew zawsze burzy, gdy widzę, jak nie docenia się własnej pracy, nie ceni swojego czasu, swoich oczu, swojego kręgosłupa, swoich umiejętności itd. Niedawno byłam świadkiem prawie awantury, jaką pewna starsza pani zrobiła dziewiarce, która powiedziała, że za zrobienie swetra weźmie nie mniej niż 200 zł, bo to jakby na to nie patrzeć minimum tydzień jej zajmie. Dla mnie nic dziwnego, ale pani osłupiała,a następnie zrobiła karczemną awanturę, argumentując swoje niezadowolenie tym, że za tę cenę to może kupić 4 gotowe swetry. No to proszę kupić i pięć! A w lumpeksie, jak się dobrze poszuka, to i dziesięć, a nawet i kaszmirowy można trafić. I co z tego?

Oczywiście nie uważam, że cena ma być z zasady wysoka. Nie, ma być uczciwa. Znaczenie ma także jakość wykonania, materiał itd. Ale nie może być jałmużną. Pewna pani powiedziała mi, że tak lubi robić na drutach, że robi różne rzeczy za zwrot kosztu włóczki plus 20 zł. Powiedziałam jej, żeby robiła raczej w prezencie... bo to na to samo wychodzi. A przynajmniej osoba, która za zrobienie czegoś zażyczy sobie odpowiedniego wynagrodzenia, nie usłyszy, że jakaś pani to robiła taki sweterek, szal, itp za 20 zł...

Ciekawa jestem Waszych opinii.

piątek, 27 czerwca 2014

W poszukiwaniu ideału


Do sklepu z włóczkami przychodzą czasami mężczyźni. Bardzo rzadko się zdarza, że przychodzą kupić coś dla siebie. Jeśli już to raczej w celu reperacji posiadanego ubrania albo żeby wykorzystać włóczkę w celach dla dziewiarek nietypowych. Np. do tworzenia modeli statków - liny okrętowe malutkie i cieniutkie są potrzebne. Albo w celu stworzenia siatki maskującej, bo teraz popularne są takie różne gry i zabawy w wojsko itp. Częściej przychodzą przysłani po uzupełnienie brakującego moteczka z kartką lub banderolką w dłoni. Albo po jakieś akcesoria. Czasami przychodzą kupić prezent i wtedy coś tam mniej więcej wiedzą, ale niekoniecznie do końca. Potrzebują podpowiedzi. A mi wtedy zawsze przypomina się pewna wizyta w sklepie z biżuterią w wigilię Bożego Narodzenia. Kupowałam jeszcze jakiś drobiazg i z wielką uciechą obserwowałam wpadających do sklepu mężczyzn, którzy z obłędem w oczach rzucali się na sprzedawczynię szukając u niej pomocy. Bo trzeba w końcu coś kupić, ale co!? Cokolwiek! No więc ja panów przychodzących do sklepu z włóczkami podziwiam, bo prezent bliski sercu dziewiarki chcą kupić i chętnie im pomagam. Dobrze jest jeśli wiedzą chociaż jaki kolor lubi ta, która ma być obdarowana. 

źródło - tam też więcej mężczyzn
znudzonych zakupami
Największą grupę mężczyzn przychodzących do sklepu stanowią jednak ci, którzy są dla kobiet w tym momencie tłem, osobą towarzyszącą, za kierowcę robią, jak zwał tak zwał. Najczęściej zasiadają od razu na kanapie i starają się spokojnie czekać. To "spokojnie" ma różny wymiar czasowy. Podziwiam szczerze niektórych, którzy wykazują się naprawdę świętą cierpliwością i z zupełną obojętnością obserwują, jak kobieta, z którą przyszli bierze do ręki każdy znajdujący się w sklepie motek, odkłada go, a potem jeszcze raz go bierze i tak nawet kilka razy. Ci zasługują naprawdę na medal! Są też tacy, którzy doradzają nawet, choćby w kwestii kolorów. No to już dla mnie mistrzowie. No i wreszcie są, naprawdę są tacy, którzy na pytanie, którą włóczkę wziąć "tę czy tę?", odpowiadają - uwaga! - "weź obie, kochanie". No jak się nie zakochać w takim? No jak? Normalnie powstrzymywać się trzeba, bo zajęci są przecież przez te, co ich przyprowadziły... Szczęściary...
Niestety są też tacy, co popędzają swoje kobiety normalnie okropnie! I taka biedna dziewiarka się stresuje i zdecydować nie może i ja jej współczuję bardzo i radzę na przyszłość przyjść samej. 


sobota, 21 czerwca 2014

Historie kuchenne

I znowu nie o filmie, ale tym razem może zaskoczenie nastąpić, bo też nie o dzierganiu!
Nie ma obawy, mój blog nie przekształci się w blog kulinarny, bo ze mnie ostatnimi czasy kucharka marna. Brak mi czasu i motywacji. Niestety nie przywiązuję jakiejś wielkiej wagi do jedzenia. Piszę niestety, bo powinnam oczywiście racjonalnie się odżywiać, bo to zdrowe itd. Wszystkie wiemy. Ale zazwyczaj najchętniej przygotowuję coś na szybko. 
Sporo czasu temu spróbowałam pierwszy raz sushi, było to bodajże w Poznaniu, gdzie byłam z przyjaciółką u naszej przyjaciółki. Kiedyś stanowiłyśmy taki tercecik, a później nam się trochę drogi porozchodziły, acz nie do końca. No ale w tym Poznaniu się wszystkie trzy spotkałyśmy lata temu i spróbowałam tego wówczas absolutnie egzotycznego dania. Początkowo mnie nie powaliło, ale później jakoś jednak ten smak za mną chodził. Nieliczne wyjścia na sushi do powstających licznie restauracyjek bywały bolesne dla portfela, więc jako osoba racjonalnie myśląca (mam nadzieję) i w miarę zaradna kulinarnie (mam nadzieję), postanowiłam spróbować sama. I tak od kilku lat jak mnie najdzie ochota, to sobie sama przygotowuję ile chcę - zazwyczaj dużo, bo chętnych nie brakuje. Być może moje sushi nie jest ani wybitne, ani perfekcyjne i nie mam wszystkich niezbędnych utensylii w postaci podobno niezbędnego podobno naczynia handai czy łyżki shamoji, albo wachlarza uchiwa. Daleko mi też oczywiście do Brahdelt, która cuda serwuje na co dzień. Ale jakoś daję radę.


Ale doczekałam się specjalnych naczyń do podawania sushi. Dostałam je od mojego syna i synowej, która zapewne to cacko wybierała. Baaaardzo mi prezent podpasował i od razu poszedł w ruch.

czwartek, 19 czerwca 2014

Barwy ochronne

Nie, nie o filmie będzie. O makijażu też nie.
To ciekawe o czym...
Trudno zgadnąć? :) Pokazać chcę bluzeczkę w barwach ochronnych. Bluzeczka nie jest taka całkiem nowa, bo zrobiłam ją rok temu, ale poleżała trochę w szafie. Właściwie nie wiem dlaczego, coś w niej chyba chciałam zmienić, ale zapomniałam co. No i aktualnie zalicza się do tych, które noszę często i chętnie.


Bluzeczka robiona od góry, bez wzoru, czyli z niczego tj. z głowy :) Świetnie się sprawdza na co dzień i przydała się także dzisiaj, na spacerze.


Dane techniczne:
Wzór - nie ma
Włóczka - Alize Bamboo fine, nie pamiętam ile, ale może uda się ustalić jak dopadnę jakąś wagę.
Druty - Addi lace - r. 2 - tylko na takich drutach ten bambus nie prześwituje, bo robótka jest w miarę ścisła. Ale chyba nawet na mniejszych można by go robić. Ja nie jestem jednak aż taką pasjonatką dziewiarstwa ekstremalnego.

Na spacerze byłam w Lesie Osobowickim. Nie była to moja pierwsza wizyta, bywam tam dość często. Bardzo lubię w tym Lesie biegać, bo nie ma ludzi, biega się po fajnym podłożu - to ważne dla stawów! Niestety po deszczach bywa błotniście. Komary też czasami nie dają o sobie zapomnieć. Ale dzisiaj nie czułam się zbyt dobrze, więc biegał tylko Marek, a ja dostojnie spacerowałam podziwiając piękne okoliczności przyrody. I nie tylko. Ale o tym później. Mogłam też zrobić trochę zdjęć, żeby pokazać miejsce, które jest mi bliskie, nie tylko ze względu na stosunkowo niewielką odległość od mojego domu, choć bez przesady, muszę tam pojechać samochodem. Lubię też to miejsce, bo daje naprawdę poczucie przebywania daleko od miasta, jakby w innym świecie.
Można spacerować szerokimi alejami albo bocznymi ścieżkami. Cisza i spokój. Jedyne co nie jest miłe, to zapachy przy granicy z polami irygacyjnymi  oraz wspomniane już komary, które niestety pola irygacyjne lubią.



Na obrzeżach Lasku Osobowickiego znajduje się wzniesienie zwane Świętym Wzgórzem lub Wzgórzem Kaplicznym. Miejsce to zasługuje na uwagę. Znajduje się tam obecnie kaplica i tak się składa, że mogę ją Wam pokazać nie tylko z zewnątrz.



Z tablicy informacyjnej umieszczonej na kaplicy oraz innych źródeł można wyczytać m.in, że pierwsze ślady człowieka w tym miejscu datuje się na okres neolitu 4500 - 1800 p.n.e.  W epoce brązu 1500 - 700 p.n.e. na Wzgórzu znajdowała się osada prawdopodobnie o charakterze religijno-kultowym ze znajdującym się u podnóża cmentarzyskiem ciałopalnym. Wzgórze było w okresie od VII do V w p.n.e. grodem zamieszkiwanym przez lud kultury łużyckiej. Dzisiaj można tylko zobaczyć kamień, który o tym przypomina.


1257 r. Siostry Klaryski na mocy dokumentu wystawionego przez księcia Henryka III zostają właścicielkami Osobowic. Na Świętym Wzgórzu wisi Cudowna Figura Matki Bożej, według legendy wykonana około 1600 r. z dębu rosnącego niegdyś na wzgórzu.
1724 r. cudowne uzdrowienie z paraliżu i ślepoty Balcera - organisty z Kościoła św. Macieja, po tym wydarzeniu na Świętą Górę zaczynają przybywać pielgrzymki. Siostry Klaryski budują drewnianą kapliczkę, w której zostaje umieszczona Cudowna Statua Matki Bożej.
1810 r. Sekularyzacja dóbr kościelnych. Siostry Klaryski tracą Osobowice wraz ze Świętym Wzgórzem.
1812 r. Właścicielem Osobowic wraz ze wzgórzem zostaje Jan Bogumił Korn, który pochowany jest pod kaplicą.
1816 r. Świętą Górę odwiedza księżna Izabela Czartoryska
1818 r. Drewniane stacje Drogi Krzyżowej, które uległy zniszczeniu zostają zastąpione nowymi.
1822 r. Zapada decyzja o budowie nowej, murowanej kaplicy, której podziemia stanowić będą mauzoleum rodziny Kornów
30.09.1824 r. Pierwsza uroczysta Msza Święta, odprawiona w nowej kaplicy p.w. Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. Autorem projektu był Karol Ferdynand Langhans młodszy.
1870 r. Przebudowa kaplicy. W bocznych ścianach powstają otwory okienne, dobudowana zostaje zakrystia, powstaje nowe wejście do krypty.
1884-1885 Z inicjatywy Wrocławskiego Towarzystwa Maryjnego postawione zostają nowe stacje Drogi Krzyżowej wykonane z piaskowca.


Nie wiem po co ktoś wymalował wnętrza tych stacji z piaskowca farbą...
Nawet jeśli są to gipsowe repliki, to można to było chyba zrobić lepiej.
Od 1902 r. Osobowice znajdują się pod opieką duszpasterską parafii św. Bonifacego. W kaplicy na Świętej Górze aż do 1931 r. czyli do wybudowania kościoła parafialnego, regularnie odbywają się nabożeństwa i Msze Święte.
1916 r. Na sklepieniu kaplicy powstają malowidła wykonane przez Richtera z Kłodzka. Stacje Drogi Krzyżowej otrzymały nowe obrazy.
II wojna światowa - zamiera ruch pielgrzymkowy na Świętą Górę.
1953 r. Po przeprowadzonej renowacji statuetkę wzbogacono umieszczając w ręce Bożego Dzieciątka białego gołąbka oraz nadano jej nową polichromię. Nastąpiło ponowne poświęcenie figurki Matki Bożej, której dokonał pierwszy polski proboszcz ks. Jan Figura.
1953-1958 Dzięki inicjatywie ks. Zygmunta Majchrzaka i ofiarnej pracy parafian zostaje uporządkowany teren wokół kaplicy oraz odnowione jej wnętrze.
03.08.1958 Uroczyste przeniesienie z kościoła parafialnego figurki Matki Bożej do kaplicy na Świętym Wzgórzu. Powrót ruchu pielgrzymkowego.
1980 r. Zniszczone obrazy na stacjach Drogi Krzyżowej zostają zastąpione odlewami gipsowymi.
Od 2000 r. Na Świętym Wzgórzu corocznie odbywają się Spotkania z Piosenką i Poezją Religijną oraz spotkania Stowarzyszenia Krwi Chrystusa.
2005-2006 nastąpił gruntowny remont kaplicy, po renowacji powraca również drewniany ołtarz z czasów Kornów.
Od maja 2006 r. Na Świętym Wzgórzu w okresie od maja do października, każdego 13-go dnia miesiąca, odbywają się nabożeństwa do Matki Bożej Fatimskiej z procesją wokół starej Drogi Krzyżowej.


Z tyłu kaplicy jest ołtarz. Nie wiem, jak jest wykorzystywany, ale zapewne msze czy inne nabożeństwa na świeżym powietrzu i w tak urokliwym miejscu, mają swój charakter. Nie jestem specjalnie religijna, ale zapewne dla wielu osób może być to niezwykłe przeżycie.

sobota, 14 czerwca 2014

Światowy dzień dziergania w miejscach publicznych i gadżecik dla dziewiarek :)

Co to był za dzień! Światowy dzień dziergania w miejscach publicznych :)
Dziewiarki spotkały się w Parku Staszica, wzbudzały spore zainteresowanie przechodniów i spacerowiczów. Podobno nawet jeden Pan wspominał, że kiedyś robił na drutach. Mam nadzieję, że przypomniało sobie o tym więcej osób, bo często słyszę jak to na ZPT robiło się szalik. Młodzież informuję, że kiedyś w szkole było coś takiego jak Zajęcia Praktyczno-Techniczne i to jest skrót od nazwy tych zajęć. Uczyło się na nich wielu przydatnych rzeczy :)
Ponieważ spotkanie odbywało się w godzinach otwarcia sklepu, nie uczestniczyłam w nim czynnie w samym Parku i sama chętnie obejrzałam fotorelację, co i innym zainteresowanym polecam KLIK. Ale pogoda była jak to się mówi "w kratkę" i na szczęście dla mnie spadł deszczyk, który przygonił dziewiarki do mnie. Więc i ja się na jedno zdjęcie załapałam. Na zdjęciu już nie cała ekipa, bo robione pod koniec spotkania.

zdjęcie ze strony sklepu e-dziewiarka.pl

Było przesympatycznie, wesoło i energetycznie. Podziwiałyśmy też nowe "amerykanckie" włóczki, które są jak to ja mówię "niestety" przepiękne... Niestety, bo będę musiała kupić, a mam już (jak większość) spore zapasy. Kolory mnie po prostu powaliły, a jak dotknęłam to już koniec. Mięciutkie, śliczniutkie i ach, i och. Mowa tu o Madelinetosh Tosch DK i Tosh Merino Light. Wiem, że można mnie może posądzić o tendencyjność, ale uwierzcie mi - są fantastyczne.

A ponieważ zauważyłam, że na włóczkach zza Oceanu czasami nie są podane miary europejskie, to mam dla Was taki gadżecik. Umieszczam go też w zakładce "przydatne linki" itd. w prawym pasku. Napiszcie czy dla Was też przydatny. Zrobiony specjalnie dla mnie, ale wiadomo, że się podzielę :) 




czwartek, 12 czerwca 2014

Przepis na różowy bambus. Bierzcie i dziergajcie!


Bardzo dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze na temat tej bluzki.



Obiecałam napisać, jak robiłam "różowego bambusa". Z przyjemnością wywiązuję się z zobowiązania, tym bardziej, że niektóre koleżanki już zaczęły :), a wzór się najwyraźniej spodobał.

Nigdy nie robiłam opisu i sama często robię "na oko" albo modyfikuję wzór według własnego widzimisię, więc nie gniewajcie się za jakieś niedociągnięcia w opisie. Tak naprawdę to tylko ogólny zarys :) i z pamięci trochę.

Na druty 4,5 nabieramy 62 oczka. Przerabiamy kilka rzędów samymi prawymi, czyli "francuzem". Ja przerobiłam 8 rzędów. Kolejne rzędy są przerabiane dżersejem, przy czym u mnie lewe oczka są po prawej stronie, moim zdaniem ta włóczka lepiej się tak prezentuje. Często tak zresztą bywa przy włóczkach melanżowych. W przypadku robienia na okrągło przerabianie dużych ilości niezbyt lubianych oczek lewych może być męczące, ale ta bluzeczka jest robiona na płasko i zszywana. Choć jak się ktoś uprze, to da się ją na okrągło zrobić, ale sporo by z tym było kombinacji.

Następnie zaczynamy poszerzać rękaw dodając w 15 rzędzie jedno oczko na początku i jedno na końcu. Ja dodawałam po drugim oczku i przed dwoma ostatnimi. Następnie dodajemy oczka w ten sam sposób w 30, 39, a później co 4 rzędy. 
Można oczywiście zrobić rękaw krótszy albo dłuższy, odpowiednio modyfikując. 

Kiedy mamy na drucie 84 oczka dodajemy 60 oczek na początku i 60 oczek na końcu robótki. Tak mi wyszło z pomiarów, ale proponuję sobie to zmierzyć i dodać tyle oczek, żeby długość była odpowiednia. Od tego momentu robimy korpusik, który zaczyna się i-cordem i kończy i-cordem - czyli na dole bluzeczki będziemy mieć ładne wykończenie. 

Robi się to tak: pierwsze trzy oczka przerabiamy na prawo, dalej robimy na lewo, ostatnie trzy oczka przerabiamy na prawo, w kolejnym rzędzie (czyli po lewej stronie robótki) tych pierwszych trzech oczek nie przerabiamy tylko przenosimy je na prawy drut z nitką z przodu robótki. Dalej robimy prawe oczka. Na końcu znowu nie przerabiamy ostatnich trzech oczek, przenosimy je na prawy drut, odwracamy robótkę i robimy pierwsze trzy oczka na prawo, a resztę na lewo itd.

Jeśli chcecie, żeby jedna strona bluzeczki była dłuższa, to dodajemy po obu stronach po jednym oczku na początku i na końcu robótki, w co 10 rzędzie, po i-cordzie i przed i-cordem. Tu znowu jest pewna dowolność. Prawdę mówiąc nie byłam chyba całkiem konsekwentna i dodawałam "na oko". Można oczywiście robić bez dodawania oczek, dół będzie prosty.



Kiedy mamy zrobionych ok 14 cm od momentu nabrania oczek na korpusik, zaczynamy wyrabiać dekolt. Rozdzielamy robótkę na dwie części. Dekolt wyrabiamy tylko z "przodu" czyli w prawej połowie robótki. Lewą stronę robimy "prosto". Dekolt również jest wykończony i-codem przerabianym zgodnie z wcześniejszym opisem. Wyrabiając dekolt odejmujemy oczka przed i-cordem w dekolcie. Odejmujemy najpierw po jednym oczku cztery razy w co drugim rzędzie, a później jeszcze dwa razy po jednym w co czwartym. Później przerabiamy kilka rzędów prosto, tak by znaleźć się w połowie robótki czyli na środku dekoltu. Jego szerokość zależy znowu od Waszych wymiarów. Następnie jak w lustrzanym odbiciu przerabiamy resztę bluzeczki - czyli najpierw przerabiamy kilka rzędów prosto, później dodajemy tyle oczek, ile odjęliśmy. Następnie łączymy dwie części przerabiamy całość przez 14 cm, zamykamy oczka po obu stronach w taki sposób, by mieć na środku 84 oczka rękawa i zamykamy po obu stronach najpierw co 4 oczka, później po kolejnych 9 rzędach, później 2 x po 15, mamy na drucie 62 oczka, które przerabiamy kilka razy prawymi (tyle samo, co na początku). Zamykamy. Zszywamy i się cieszymy. 

I ja się ucieszę, jeśli Wam się spodobało i zrobicie użytek z opisu. Poproszę tylko o pozostawienie po sobie jakiegoś "śladu" w postaci komentarza, żebym wiedziała, czy był pomocny :)

No i dziękuję za wcześniejsze komentarze do postu o kaszmirze. Nadal nie wiem, co z niego zrobię, ale pewne przemyślenia już mam. Z moich wyliczeń wynika, że jednak mały sweterek, z rękawem 3/4 wyjdzie, a jak nie, to się zrujnuję i kaszmiru dokupię. Na tym etapie posiadania zasobów kaszmiru mogę sobie pozwolić na ewentualną inwestycję w kolejny jeden lub dwa motki :) Na razie skończyłam kolejny szal - najbardziej pracochłonny, jaki do tej pory zrobiłam - milion pikotek i koraliki, a wszystko na pięknym granatowym jedwabiu... I tak pozostawiam Was w oczekiwaniu... 

wtorek, 10 czerwca 2014

Luksus w motkach

Taką oto przesyłkę dostałam. Od Pana Jakoba Lang. Tak, tak. Z firmy Lang Yarns. Dzielę się radością!


Niedawno Pan Jakob Lang był w e-dziewiarce z wizytą handlową. Pan Lang okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem i z tego co mi wiadomo mile spędził czas nie tylko na rozmowach handlowych, choć i te będą dla dziewiarek owocne. Panu Lang bardzo spodobał się mój szal z Mille Colori Baby, zrobił mu nawet zdjęcia. I co więcej, po powrocie zlecił wykonanie podobnego Paniom, które przygotowują prototypy do magazynu FAM. Panie nie rozpoznały jednak kolorów, więc na okładce magazynu pojawi się inna wersja kolorystyczna, i z innej włóczki. Czyli taka sama, ale inna. Ale całości dopełnia fakt, że w podziękowaniu za podsunięcie pomysłu otrzymałam osiem motków szczęścia. W życiu kaszmiru nie miałam! Bardzo, bardzo się cieszę, tym bardziej, że to dość nieoczekiwane zostać tak obdarowaną. Do elegancko zapakowanych moteczków był dołączony odręcznie napisany liścik. Albo się klasę ma, albo nie, prawda?Teraz zastanawiam się, co z tym szczęściem zrobić, żeby nie popsuć tej pięknej, mięciutkiej i co tu ukrywać luksusowej włóczki! 

O rozpisaniu bambusa pamiętam...

niedziela, 1 czerwca 2014

Różowy bambus

Bambus jak wiadomo jest bardzo dobry na letnie dni. Do tej pory właściwie robiłam bluzeczki jedynie z włóczki bambusowej Alize, ale jakiś czas temu zaciekawił mnie inny, Bamboo Soft z firmy Mondial. To włoczka tasiemkowa, a ja wcześniej z takiej nic nie robiłam. Chodziłam koło niej, chodziłam, aż w końcu wygrała ciekawość i bardzo szybciutko zrobiłam taką oto bluzeczkę, którą niektórzy już widzieli, bo pokazałam ją na ostatnim spotkaniu w e-dziewiarce. Ale ponieważ nie wszyscy tam byli, to muszę pokazać, bo naprawdę warto coś z niej zrobić. Uwaga, zdjęć sporo!



Bluzeczka jest robiona w całości, zaczęłam od rękawa, później poszerzałam, zrobiłam podkrój pod szyją i dalej zeszłam do rękawa. Jednocześnie wydłużyłam jeden bok. Zarówno podkrój szyi, jak i dół bluzki (w trakcie robienia były to boki robótki) są wykończone i-cordem.



Dane techniczne:
Wzór własny - jeśli jesteście zainteresowane, to mogę go rozpisać, bo nic skomplikowanego.
Włóczka - Soft Bamboo Mondial, 7 motków i ciut - spokojnie można zrobić odrobinę krótszy rękaw, wtedy wystarczy 7. Ja z reszty mam zamiar jeszcze coś zrobić...
Druty - chyba 4,5 HH

Bluzka nosi się świetnie, jest odpowiednia na aktualnie zmienną pogodę. A w motku wyglądała zupełnie inaczej. Podczas spotkania i pierwszej prezentacji bluzki nikt nie zgadł, z której włóczki jest zrobiona. 

zdjęcie ze strony e-dziewiarka.pl
Chyba rok temu dopadła mnie pasja filcowania na sucho na materiale. Miałam szal, który dostałam od mojego syna, a który to leżał sobie w szafie, bo ten kolor nie do końca mój. Po ozdobieniu zyskał zupełnie nowy charakter i teraz jest bardziej mój. Z bluzeczką też mu dość po drodze.




A zdjęcia były robione na Nadodrzu, na Placu Świętego Macieja. Ponieważ podobał Wam się wpis o Wrocławiu, to i teraz pokażę kawałek mojego miasta. Plac ten przed wojną otoczony był ze wszystkich stron pięknymi XIX-wiecznymi kamienicami. Część z nich niestety została zniszczona. Szkoda, bo były naprawdę piękne. W jednej z nich mieszkam :)
źródło: http://dolny-slask.org.pl/
źródło: http://dolny-slask.org.pl/
A tak plac wygląda aktualnie. Przy okazji widzicie czym poza dzierganiem zajmuję się zawodowo :)



Więcej panoram Wrocławia można zobaczyć na stronie www.wroclaw360.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Etykiety

alize flower alpaca alpaka Alta moda Alpaca Lana Grossa komin otulacz audiobook Ayatori bamboo fine bambus Batik bawełna bawełna anilux bawełna turkusowy beret Boo Knits Bransoletka Caprice bransoletki z koralików bransoletki z koralików Toho cascade yarns champagne chiagoo Chorwacja chusta na drutach chusta na szydełku Cleopatra Wrap color affection czapka czapka na drutach Czesław Miłosz delicious delight dodatki na drutach dodatki na szydełku donegal Dream team dreiklang drops Drutozlot druty e-dziewiarka Ella entrelac extra klasse fair island Feng Shui filigran Zitron Filisilk frędzle ginkgo granny square greina Hania Maciejewska himalaya kasmir islandzkie swetry lopi jedwab bourette jedwab traumseide jedwabny sweter Justyna Lorkowska Karkonosze kaszmir kelebek bawełna motylek Kid Silk kiddy's mohair ISPE kitchener Knit Pro kocyk dla dziecka kolczyki kolczyki rivoli Swarovski kolory Koniec świata kot książki lace Lace Lux Lana Grossa Lanesplitter skirt Lang Yarns len letni sweter na drutach loden Malabrigo Manos merino Merino 400 Lace Color merino sweter szary męski sweter mille colori baby mille colori big missoni mohair mural Muzyka narzęzia nauka Normandia Noro organico Out of Darkness Pan tu nie stał panda Pat Metheny patina Pięćdziesiąt twarzy Greya Piosenka o końcu świata podróże powidła Praga próbka przelicznik jednostek przepisy przędzenie rękawy Rios Riva rivoli rzędy skrócone seidenstrasse shadow wraps skarpetki na drutach Sock soft bamboo Solare Mondial spotkania dziewiarek spódnica na drutach storczyki street chic surf Swarovski sweet dreams sweter na drutach sweter na drutach z mohairu Szal Citron szal estoński szal na drutach Szklarska Poręba Szklarska Poręba Karkonosze sznurek bawełniany sznury szydełkowo-koralikowe szydełko szydełko tunezyjskie Światowy Dzień Dziergania w Miejscach Publicznych techniki Toho triologie tutorial Twins Campolmi Vaa wakacje wełna Wenecja Wilno włóczka na szal wnętrza Wrocław wykończenia zagroda zamówienie zitron